wtorek, 30 listopada 2010

Choineczka na powitanie gości, gwiazdkowe zawieszki i szopkowe inspiracje

Dziś zrobiłam sobie
choineczkę, która stanie przy wejściu do domu. Będzie witała gości. Do jej skromnej dekoracji wykorzystałam gwiazdki z masy solnej. Pomalowałam je białą farbą olejną i oprószyłam srebrnym brokatem. Fajnie się błyszczą ale niestety na zdjęciu tego nie widać.




Pamiątka po pysznych mandarynkach- pachnące serduszko ze skórek.

Trochę inspiracji. Świąteczny targ z dekoracjami i szopkami.




Te narzędzia mają nie więcej jak 4 cm. To takie dodatki do szopek. Wszystkie śliczniutkie i urocze.

Te maleństwa są wielkości naparstka. Cudne:)))

Mój ogromny werandowy wieniec, który zawiśnie już w piątek. Hura w czwartek
 wieczorem wracam o domu. Oj będzie się działo.
Patryk już czeka na świąteczne dekorowanie.

A w wannie trzymam gałązki. Mojego taty to już nawet nie dziwi.

piątek, 26 listopada 2010

Pierwiosnki w listopadzie, wieniec i kocyk dla kota


 Dziś rano zerwałam listopadowe pierwiosnki. Rosły sobie pod śniegową kołderką. Sałata ,mimo nadchodzącej zimy nadal pięknie rośnie w szklarni. Czarna kotka Niunia jest moją bliską asystentką w kuchni i nie tylko.
 Moja poranna praca. Wieniec do zawieszenia w kuchni. Z powodu tego,że w mojej właściwej kuchni będę dopiero 5 grudnia szukałam właściwej scenerii do zdjęcia. Tata był moim przenośnym wieszakiem. najpierw na zewnątrz, potem na tle drzwi zewnętrznych  i wewnętrznych.

Pewnie pomyślicie ,że mi odbiło ale wczoraj zrobiłam świąteczny kocyk dla białego kota. Kocyk gotowy tylko czarny kot się do mnie podlizuje o prawa do kocyka.



Sprawca mojego bałaganu.Moja ulubiona asystentka Niunia stale przenosi wszystkie niteczki, kokardeczki i wstążeczki na swoje miejsce.

środa, 24 listopada 2010

Cisteczkowy wieczór i nowy obrus- jasne ,że czerwony.






Wczorajszy wieczór spędziłam na pieczeniu ciasteczek. To narazie wstęp, a będzie tego dużo. Dopiero się rozkręcam. Na początku zrobiłam kilka fotek ale później robiąc rogaliki waniliowe gadałam przez telefon
z moją mamą- więc nici ze zdjęć. Ale gotowe rogaliki obfotografowałam należycie:)





 Mój nowy obrus do kuchni. Oczywiście czerwony ale już nie w kratkę bo od niej już mnie oczy bolą. Piękne szyszki piniowe kupione na targu w Monachium.


 A tu mnie oczy przestały boleć hi hi i znów kratka ale na zasłonki. Już się cieszę na dekoracje mojej kuchni.
 Zapasy ciasteczek i nowe puszki. Po komplecie dla mnie i mojej mamy. Mama oczywiście dostanie pełne ciasteczek. Może zaprosi córkę na coś słodkiego??? Jasne , że tak , a jak nie to się już zaprosiłam.



niedziela, 21 listopada 2010

Taka zwykła niedziela.

Normalni ludzie odpoczywają w niedzielę. Ja niestety do nich nie należę. Dziś wstałam o 6:30 tylko dlatego, że wczoraj nie dokończyłam drzewka szyszkowego wg Green Canoe. Zrobiłam szybką kawę i uszyłam kokardę. Piękną i czerwoną.
W niej drzewko prezentuje się naprawdę wspaniale. Ale to zobaczycie
w domowej scenerii.Tu moja Niunia jak leży na kolanach i bawi się reniferem , a ja piję kawę i czytam pocztę.


Potem zrobiłam deser Panna Cotta z owocami. Bo dziś będą goście.





 A tutaj bażanty po myśliwsku. Zamarynują się do wieczora i będą wyborne. Do tego zapiekanka
z ziemniaków i pigwy słodko-kwaśne.
Jak już przygotowała wszystko do kolacji to biegałam po ogrodzie (niestety nie mój to ogród) i fotografowałam indyki i Dolly. Śmiałam się jak pies i indyk biegną za piłką.



 Dolly czyli Dolinka zdrobniale , asystuje mi w kuchni.