niedziela, 20 lutego 2011

Jak zdrowa jest nasza żywność?????

Wczoraj miałam trochę czasu więc zabrałam się za pieczenie. Na pierwszy rzut poszły bułeczki z serem, które wyglądają jak małe kołacze. Takie słodkie bułeczki robiła zawsze moja babcia, teraz robi je moja mama i ja. Znikają równie szybko jak się pojawiają.



Zrobiłam też domowy pasztet i pieczone mięska. jakoś nigdy nie byłam zwolenniczką wędlin, a ostatnio jak naczytałam się o tym co zawierają , to jakoś zupełnie straciłam na nie ochotę.
Wszystkie piękne , złote , pachnące wędzonką , a w środku solanka, chemia , z kilograma mięsa powstaje dwa kilo wędliny!! Zamiast tradycyjnego sposobu wędzenia - ekstrakt dymu wędzarniczego w sprayu!!!
W parówkach mięso, które wg. unijnego prawa wcale nie jest mięsem? Co jemy? Przecież jesteśmy tym co jemy!!! Nie chcę być górą chemicznych mieszanek. Nie chcę karmić rodziny sztuczną żywnością.
Nie chcę też by mój syn zapomniał jak smakuje prawdziwe jedzenie.
Niedawno zaszokował mnie program w niemieckiej telewizji  w którym prowadzono badania nad gustami ludzi w sprawach żywienia. Zebrano ok 100 osób , każda z nich dostała pachnący gulasz wołowy i miała go ocenić. Jaki ma smak, zapach, czy kawałki mięsa są kruche, czy odpowiedniej wielkości i czy sos jest odpowiedniej gęstości. 92 % badanych stwierdziło ,że gulasz ma idealne kawałki mięsa, dopieczone ale jędrne, idealny aromatyczny sos, wspaniały zapach i smak wysokiej jakości wołowiny. Wszystko idealne ale jest mały szczegół- mianowicie nie było tam grama wołowiny. Wszystko było sztuczne. Znaczy ,że ludzie powoli zapominają jak smakuje normalne mięso, prawdziwy chleb , dżem truskawkowy z truskawek  itd.
Kiedyś zbadano dżem naszej polskiej produkcji i o dziwo nie zawierał truskawek. Miał nawet sztuczne pestki!!!!!
Dlatego tak wiele z nas robi domowe dżemy, kisi ogórki ,kapustę, piecze pasztety, ciasta i ciasteczka.
W tym roku moje zapasy były bardzo duże ale te następne będą jeszcze większe. Chcę jeść kapustę która sama się ukisiła bez octu i chemii. Gdy mama piecze pasztet to nie ma w nim chemii. Nie ma konserwantów. Jest zdrowy bo wiemy z czego jest zrobiony. W domu używamy bardzo mało tzw przez mojego dziadzia "ersatzów" czyli zamienników normalnych produktów. Dziadzia wrażliwość na smak bardzo szybko zidentyfikuje wszystkie sztuczne dodatki :-)
Doskonałym testerem jedzenia jest mój labrador. Rzucałam mu na przemian domowy pasztet i kupną szyneczkę. Doskonale wiedział co jest co i mimo tego że łapał wszystko do swojej paszczy, to pasztecik lądował w brzuszku , a szyneczka na podłodze. Dodam ,że labradorek należy do bardzo pazernych stworzeń.
 Lubię sałatki, jarzynki czyli tzw pastwiskową żywność ale jak jest zimno uwielbiam smalczyk, pasztecik itd. Zresztą reszta rodzinki jest mniej pastwiskowa jak ja więc pieczemy,gotujemy, eksperymentujemy i pół życia spędzamy w kuchni. A tu następna testerka żywności mi się zaplątała do zdjęcia..
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

czwartek, 17 lutego 2011

Kwiaty dla Ateny z blogu "Drewniana Szpulka"

Rok na blogu to piękne święto . Cieszę się droga Ateno ,że piszesz tak piękny blog, który jest dla mnie i wielu innych blogowiczek wielką inspiracją i motywacją do działania.
Pozdrawiam serdecznie
Katrin

wtorek, 15 lutego 2011

Na przekąskę faworki

Cały dzień chodziły za mną pączki hiszpańskie , a jak przyszło co do czego to zrobiłam faworki. Pączki będą na sobotę :-)

 W promieniach słońca wszystko pięknie rozkwita. Ogromna magnolia prezentuje się bardzo dostojnie z puszystymi pąkami. Jeszcze trochę cierpliwości i rozkwitnie.


Pięknie kwitną pierwsze krokusy. Jest ich cała łączka.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo słońca.


niedziela, 13 lutego 2011

Kwiatki na Walentynki dla chłopczyka i dziewczynki.


 Cebulki tulipanów w grudniu zostawiłam w szklanym naczyniu .Pięknie się rozrosły i zakwitły Dołożyłam tylko kilka wierzbowych gałązek i bukiet gotowy. To dla moich kochanych blogowiczek, które piszą miłe komentarze i piękne , kolorowe posty.


 Gdy dostałam te piękne tulipany- wszystkie były jednakowej długości. Po kilku dniach ...... Dlaczego czerwone tak wyrosły? Czy to normalne?

 Wiosna już rozgościła się w ogrodzie.

 Moja kotka ( na stole oczywiście) jako pogromca stołowych bukietów.

 Sztuka nie sztuka ale nogi warto obwąchać.
 Kot potrafi docenić sztukę. Mizia się do tej pani z brązu.
Wszystkim życzę miłych Walentynek i dużo , dużo miłości.
Pozdrawiam Katrin

Kuchenne drobiazgi i coś na ząb

 Hiacynty nadal królują na kuchennym stole. Mili goście do kawy dostali kruche ciasteczka z domową marmoladą, marcepanem i czekoladą.
Kiedyś mama kupiła mi taki śliczny kuchenny przybornik. W zimie dyndają tam pierniczki a w lecie suszone zioła. Na Wielkanoc zawisną kolorowe jajeczka.



 Piękny młynek do kawy jest prezentem od taty. Patryk mieli w nim kawę dla babci. Ale tylko jak chce się babci podlizać he he albo jak on zaprasza na kawę.
 Wspomnienie lata 2010 w starym dzbanuszku od kochanego stolarza. To on zrobił toporne blaty w kuchni i inne cuda do mojego domku.
 Kuchenne foremki też kupiła mi mama. Były trzy w komplecie. Ostatnio znalazły swoje idealne miejsce i zawisły nad kuchenką. Oczywiście wieszał ja mój synuś- jako odpowiedzialny pan domu.


 Podręczny niezbędnik na kuchenne co nieco. W tle moje cegły zamiast płytek. Sama je wyczyściłam z resztek tynku. Godzinami stałam ze szlifierką , wiertarką z nasadką do czyszczenia i cegiełka po cegiełce stawała się czystą cegiełką. Potem jeszcze oliwienie i mam wiejskie klimaty w kuchni.

 Uwielbiam drewno i ceramikę. I najlepiej jak wszystko jest zdobyczne. Czytaj znalezione, podarowane, kupione na starociach.

 Numerek dla naszego domku kupiliśmy z Patrykiem w Turcji.
 Dowód na to ,że wiosna tuż, tuż.

 Kolacja była na ostro.




 Warzywa z woka były naprawdę pyszne ale baaaardzo ostre.
 A na osłodzenie krem cytrynowy z owocami. Pycha!!!!!!