czwartek, 29 marca 2012

Wiosennie

Wiosenne słoneczko coraz mocniej przygrzewa. Wszędzie robi się bardzo wiosenne i kolorowo.
Dziś zrobiłam wiosenną doniczkę z kolorowymi kwiatami. Stoi przy drzwiach wejściowych. 


 Uwielbiam połączenie słonecznego żółtego koloru z błękitem i soczystą zielenią.

Powstała też baza pod wianek wielkanocny. Zwykły bukszpan zamocowałam przy pomocy cienkiego drucika na słomianej obręczy. Wianek wystarczy ładnie podstrzyc i udekorować w wielkanocne jajeczka. 
Tak się rozpędziłam ,że zrobiłam dwa wianki.Na każde z drzwi wejściowych.


Nie ma nic piękniejszego jak wiosna. Ostatnią niedzielę  spędziliśmy na wylegiwaniu się na słońcu.
Długie rozmowy, pyszne łakocie, kwiaty wokół i stare aparaty. Nasza kolekcja aparatów pojechała z nami na tzw. wiosenne wylegiwanie się na mchu. Siedzieliśmy sobie z Arkiem na nasłonecznionej polance i naprawialiśmy stare aparaty. Teraz już wszystkie działają. 

Oczywiście musieliśmy wszystko uwiecznić i tak powstała plenerowa sesja zdjęciowa ze starymi aparatami.


Wokół pełno było błękitnych przylaszczek. Cóż to był za widok.

Wracając do domu zobaczyliśmy piękną łączkę z białymi śnieżyczkami. Powoli już przekwitały ale mimo to zrobiły na nas ogromne wrażenie.
Kupiłam dziś 30 białych jajek i będę je malowała w kolorach błękitu. Jakoś tak sobie wymyśliłam ,że Wielkanoc będzie na niebiesko.
Jajka już się gotują, a ja lecę przygotować wszystko czego potrzeba do malowania.
Pozdrawiam serdecznie.




czwartek, 22 marca 2012

Studnia z otoczaków w wiejskim ogrodzie


Miałam wytrzymać do momentu gdy studnia będzie skończona i udekorowana kwiatami ale jakoś nie mogłam się powstrzymać i pokazuję robocze fotki. 
O takiej studni z otoczaków myślałam już bardzo długo. Najpierw chciałam cegły ale potem doszłam do wniosku,że lepiej wypadną otoczaki, które są tzw regionalnym materiałem. jak wiecie mieszkam nad rzeką i otoczaków mamy bardzo dużo. Choć po te na studnię musieliśmy jechać aż na tamę.
A było to tak... w dzień kobiet każda "normalna" kobieta czeka na kwiaty, ja natomiast nie chciałam kwiatów tylko otoczaki. Biedne moje chłopaki hi hi. Arek i Patryk zabrali mnie busem od mojego taty  nad rzekę na otoczakowe zbiory. W miejscu gdzie zawsze było dużo pięknych otoczaków zrobiło się dziwnie pusto. W następnym miejscu nazbieraliśmy całkiem sporo ale mi było mało. Do tego nie były to takie otoczaki jakie sobie wymyśliłam. Wracając do domu , nie ukrywam ,że miałam nos na kwintę. Humor poprawiły mi pierogi Arka mamy. 
Potem Arek wpadł na pomysł by jechać na tamę. Tam było dużo pięknych kamieni. Biegaliśmy w trójkę jak szaleni. Ja głównie wybierałam , a Patryk z Arkiem biegali z wiadrami. . Do tego wszystkiego spadł deszcz i zrobiło się fajne błotko. Uśmiech miałam od uch do ucha.
Chłopaki widząc moje zadowolenie też się śmiali, a Patryk mówił ,że mama jest prosta bo można jej nazbierać kamieni i będzie szczęśliwa.
Kochane moje chłopaki z całego serca dziękuję Wam za ten  najwspanialszy dzień kobiet jaki miałam w życiu. I nie chodzi tylko o te otoczaki ale o ten wspólnie spędzony czas.
I właśnie z tych otoczaków Arek zrobił studnię. Jest perfekcjonistą i wszędzie widzi malutkie nie dociągnięcia. Tutaj palcem pokazuje na małe pęknięcie, które natychmiast potraktował pędzlem zamoczonym w wodzie.

Studnia wyszła piękna i dostojna. W środku jest plastikowa beczka w pięknym niebieskim kolorze. Dzięki temu woda będzie zawsze krystalicznie czysta i błękitna. 
Obok beczki wkopiemy dwie stare belki na których umocujemy wałek.Na końcu wałka zamontujemy starą korbę ze złomowiska.




Na znajomym złomowisku kochani panowie wyszukali nam starą korbę. Zadzwonili,że jest no i była idealna. Trzeba ją troszkę "podpicować" i zamontować w walku. Do wałka wbijemy stary gwóźdź i na nim zaczepimy stary łańcuch. Owiniemy go kilka razy na wałku a na końcu powiesimy stare ocynkowane wiadro. 
Obok studni posadzę hortensje i malwy. Będzie bardzo po wiejsku.
A najlepsze jest ,że studnia stoi obok ogródka warzywnego i woda do podlewania będzie zawsze pod ręką.
 W tym roku stawiamy na ekologię i będziemy podlewać deszczówką. 
Już nie mogę się doczekać kiedy studnia będzie skończona ale jak to mówi mój dziadziu Wiesiu - musimy sobie dać na wstrzymanie i odczekać trochę.
A w naszym domku nowe starocie . Piękne stare lampy naftowe. 

 Te u góry wyszukał Arek w Niemczech. Ta z lewej strony jest od dziadzia Wiesia, który dał ją nam w prezencie. pamiętam jeszcze czasy kiedy babcia zapalała ją w kuchni - tak dla klimatu i oszczędności. Zawsze patrzyłam na jej ciepłe światło
Teraz jest u nas w domu. Musimy jedynie nalać do niej nafty i będziemy sobie siedzieć jak za dawnych czasów.
To są nasze nowo- zakupione nogi do maszyny VICTORIA. Planujemy zamontować je w ...to potem...
Najpierw musimy je oczyścić ze starej farby. Pewnie rozpalimy duże ognisko i postawimy na nim maszynę. Pod wpływem temperatury farba usunie się sama. Potem wystarczy tylko wyczyścić drucianą szczotką i    zaoliwić.
Ten zielony stojak dostaliśmy od mojej mamy. Też zostanie doczyszczony na ognisku a potem zaoliwiony. Położymy na nim miskę i posadzimy zwisające kwiaty.
Pozdrawiam Was bardzo słonecznie i wiosennie.


środa, 21 marca 2012

Aparaty - nasza miłość

Dziś dotarła przesyłka z niemieckiego ebay"a , która zawiera te oto piękne aparaty fotograficzne.
Chcemy stworzyć w naszym domu piękną gablotkę z kolekcją starych aparatów fotograficznych.

Aparaty idealnie wpasują się w klimat naszego domu.
Teraz zostaje nam do zrobienia witrynka ze starych belek. Ale przy takiej motywacji pewnie niedługo zobaczycie wszystko na własne oczy.
Aparaty są naprawdę piękne. Położyłam obok komórkę dla porównania jakiej są wielkości .

Jak dla mnie to to wszystko jest bardzo skomplikowane ale Arek rozgryzie to w kilka chwil. Patrząc na dzisiejsze aparaty cyfrowe jestem wdzięczna ,że mogę pstrykać ile chcę , a potem wykasować te kiepskie fotki.
Kiedyś ograniczał nas film i zdjęcie było zawsze niewiadomą do chwili gdy zostało wywołane.







 A tak przy okazji, dziewczyny jeśli macie gdzieś stare aparaty i chcecie je odsprzedać to proszę pisać na email. Na pewno się dogadamy. A jeżeli kogoś interesuje Nikon d80  w super stanie to też zapraszam na email. Planujemy zmienić aparat na Nikon d 7000 i dlatego chcemy pożegnać się z d80.
Pozdrawiam serdecznie i lecę oglądać aparaty.


sobota, 17 marca 2012

O miłości do staroci i ogrodowych przygotowaniach.

 Szkoda,że doba ma tylko 24 godziny , a do tego jeszcze żyjemy w na dwa kraje. Wcześniej sama stale biegałam w domu i ogrodzie, dziś biegamy oboje z Arkiem. Liczyłam trochę ,że zwolnię ale nie- wzajemnie podpalamy się do działania. Jedno ma pomysł, a drugie to widzi w oczach wyobraźni i od pomysłu do realizacji jest tylko mały kroczek.
 Zmieniamy nasz dom na bardziej wiejski. Zakochaliśmy się w drewnianych kołach od starych wozów. Mamy już sporą kolekcję. To jest taką dużą perełką. Jest prezentem od rodziców, którzy wypatrzyli je na giełdzie staroci i kupili za 120 zł. Gdy wracali do samochodu, a tata toczył koło to śmiał się do znajomych ,że ma zapasowe kolo do busa.
Potem spełniło się nasze marzenie o kole ukrytym w drewnie. Tu kochany Waldek przerzucił całą górę drewna i pięknie ułożył je razem z kołem. Co przechodzę obok, to oczy mi się cieszą.


 A tu nasza weranda jeszcze brakuje tu zieleni ale cóż mamy dopiero przedwiośnie. Pod broną- tak tak powiesiliśmy bronę na ścianie by ukryć szpecącą skrzynkę na przyłącze elektryczne, a jednocześnie brona będzie pełniła funkcję podpory do pnączy. Gdy będziemy wymieniali słomianą matę na werandzie na nową to odetniemy kawałek i dodatkowo osłonimy te okropne drzwiczki z czaszką. W rogu ta masa patyków to wiciokrzew, który dostałam od mojej mamy i już jako spory egzemplarz przekopałam z tatem do mojego ogrodu. Jego wielkie i długie przyrosty w tym roku już na sto procent pięknie okryją ścianę i zawisną na bronie. Brony wieszał Arek i Waldek i jestem z nich bardzo dumna, bo po pierwsze powiesili je tak jak chciałam, po drugie wiszą na starych hakach i to był pomysł Arka, po trzecie było bardzo zimno i chłopaki nieźle zmarzli. Za to będę ich rozpieszczać pysznymi ciastami i owocami w lecie.
Ta długa belka z łańcuchem na końcu to stara drewniana rynna. Przyjechała z Niemiec od znajomego stolarza. Prawie się rozpadała. Miała ponad 8 m długości i znajomy pan Rysiu przeciął ją na pół. Potem razem z Arkiem przewieźliśmy ją na przyczepie do nas( w Niemczech) na podwórko. Potem czyściłam ją ze starej farby i smoły.
 

Kilka archiwalnych fotek zrobionych komórką. Ja , Arek i nasza rynna. Arek jechał samochodem , a ja siedziałam na przyczepce i na każdym zakręcie musiałam przestawiać rynnę by można było normalnie przejechać. Oj było śmiechu.
 

Tu już po wielkim szlifowaniu. To maleństwo na belce to nasza Lidzia. od małego kociaka zawsze była obok nas i tak już jej zostało.
Rynna zawisła przy werandzie. Została"podpicowana" olejem z bejcą i wypełniona gumowatą masą w środku. Na końcu zaczepiliśmy łańcuch by woda z rynny spływała do beczki. Beczka ma mały kranik i dzięki temu będziemy korzystać z dobrodziejstw deszczówki.

To niby ławeczka przy wjeździe do domu. Ogromna deska z eukaliptusa została wyszlifowana i zaoliwiona. Arek ułożył drewno, a na to położył deskę. Teraz mamy ciekawą ozdobę i praktyczną  ławeczkę. Gdy wracamy z zakupów to zawsze możemy coś sobie tam postawić , a jak już zacznie się sezon wiosenny to będziemy sobie tam siedzieć i plotkować z sąsiadami.
Poniżej stare koryto, które przyjechało od kuzyna mojego taty z kieleckiego. Wsypałam tam bardzo dużo zgrabionych liści z ogrodu. Potem dosypałam własnego kompostu i w tej chwili koryto czeka na obsadzenie go czerwonymi kwiatami. Będą tam pelargonie - te zwykłe wiejskie. Oj będzie czerwono i milutko przy wjeździe. A co do pelargonii to właśnie w tym roku posadzę piękne, czerwone pelargonie bluszczolistne we wszystkich skrzynkach przy oknach. 

Wracając do ścian wiejskiego domu, po lewej stronie wiszą trzy orczyki końskie. Rodzice znaleźli je na targu i zrobili nam wspaniały prezent. Arek i Waldek powiesili na ścianie. Dołożyliśmy kilka starych łańcuchów , stare grabie z nad jeziora bodeńskiego, stare sierpy no i oczywiście koło od wozu.

Na drugiej ścianie wiszą ogrodowe przydasie , koło i podkowa na szczęście.
 Na ścianie od ulicy wiszą cztery brony.Będą służyły za podpory do glicynii, clematisów i pnących róż.
Musimy jedynie uzupełnić brakujące fugi w piaskowcu. Może zdążymy to zrobić zanim kwiaty wejdą na brony.
 A te beżowe łapska znacie już od dawna, kiedyś były to maleńkie stópki
naszej Lidzi. Dziś to całkiem spora kocica , która jest zawsze obok nas. Zachwyca swoim pięknym ogonem i cudownym mruczeniem. Zdobyła sympatię całej rodziny i wszystkich sąsiadów.
Lidka stoi na starych belkach z których zrobimy... ale to następnym razem.
 
 Nasza Lidzia w kąpieli robi się taka biedna i cieniutka.
 Tu w terenie wygląda prawie jak lis.
A świeżo po kąpieli i drobnej stylizacji  Lidzia wygląda tak.
Dwa słodkie maleństwa Wojtuś i Lidzia. Wojtuś jest siostrzeńcem Arka i ogromnym wielbicielem naszych kotów.

A tu tadam ogród warzywny przygotowany do siewu. Moja kochana mama wysieje tu marchew, pietruszkę , buraczki i koper. Truskawki już częściowo przesadzone w nowe miejsce. Wysoka grządka pomieści wiosenne nowalijki, a ogród warzywny został nieco powiększony gdyż mamy teraz większą rodzinkę- z czego niezmiernie się cieszę i wszystkim życzę smacznego skubania.
 Z kawałków drewnianych belek powstał mini plotek przy warzywniaku.
 A że mnie długo nie było to chyba zrozumiecie moje kochane. mamy tak wiele pracy , do tego wiosenne sianie, planowanie. Wszystko co może zostać skrzynką na roślinki zostało już obsiane.

 Pierwsze sałaty własnej produkcji zostały wysiane w styczniu w ilościach hurtowych i teraz systematycznie rozdaję je po sąsiadach. Pakuję w kawałki gazety i biegam po ludziach z koszykiem sałaty. Zwariowałam na wiosnę hi hi

 Wysiałam ogórki, pomidory, cukinie, bazylię i bardzo dużo ziół i kwiatów.
Sałata już przesadzona w skrzyneczki pięknie się rozrasta. Och jestem taka dumna, że za kilka tygodni będę już miała spore główki salaty lodowej.



 Tego ogrodowego przydasiaHajdi za wspaniały prezent.
 

 Na koniec kilka wiosennych fotek . Z ogrodu pod brzozą trochę mniej bo wiosna jeszcze do końca nie dotarła ale w niemieckim ogrodzie wiosna rozgościła się już na całego.
Pozdrawiam wszystkich słonecznie i biegnę do ogrodu bo już słonko świeci. Pa Pa

 







 Jeszcze prawie nic nie kwitnie , a ślimaki już pracowicie skubią pierwsze roślinki.