piątek, 27 lipca 2012

Kartonażowe początki i nowe skarby





Ostatnio wpadło mi w ręce okrągłe pudło na kapelusze. Było bardzo kolorowe i dziecinne. Oglądnęłam je z każdej strony i pomyślałam ,że zrobię z niego pojemnik na różne szydełkowe robótki.
Jestem zachwycona metodą kartonażu i dlatego postanowiłam spróbować swoich sił w tej dziedzinie.
Kiedyś na allegro kupiłam bardzo dużo worków ze starego lnu. Kilka zużyłam do oprawienia książek, inne przeznaczyłam na poduszki. Pozostałe leżały sobie w szafie do wczoraj. I właśnie to one posłużyły mi do obklejenia pudła na kapelusze.
A końcowy efekt mojej pracy jest taki

Ale najpierw krok po kroczku- czyli zdjęciowa sesja robocza.
Tak wyglądał pojemnik na kapelusze.



Len został wyprasowany i wykrochmalony krochmalem w sprayu.
Następnie odrysowałam podstawę kartonu na materiale. Koło było większe o ok 1,5cm abym mogła wyciąć ząbki, które potem przykleiłam do boków pudełka.



 Materiał kleiłam żelowym klejem w puszce.
Potem obkleiłam bok pudełka , a górną część materiału zawinęłam do środka.


Tak samo postąpiłam z pokrywką.






I tu nagle niespodzianka. Pokrywka nie pasuje na dół kartonu. Jasne za grubo materiału.
Człowiek uczy się na błędach. Z kawałka kartonu zrobiłam okrąg wielkości wewnętrznej części pudła. Jest on wyższy o ok 2 cm od pudełka. Kartonik obkleiłam gazetą.
Teraz dekielek pasuje idealnie.


Cały środek pudelka został obklejony gazetami i pomalowany lazurą do drewna w kolorze orzecha.



Na górze przykręciłam metalowy uchwyt i dodałam ściągnięte grafiki z tej strony http://graphicsfairy.blogspot.de/.




Potem postarzyłam pojemnik przy pomocy ciemnego wosku do mebli. Użyłam szczotki, którą przecierałam różne miejsca, by nadać efekt zużycia. Powstały plamki i przybrudzenia , a cały pojemnik wygląda jak zniesiony ze strychu. Włożyłam do niego szydełkowe robótki , druty i nici.
Dokładnie tak samo jak pojemnik na kapelusze , zrobiłam pojemnik na bobinki.






Tym razem użyłam skrzynki po winie. Skrzynka najpierw dostała zawiasy, potem lniane ubranko, uchwyt i ozdobne grafiki. Postarzyłam wszystko dokładnie jak z poprzednim pudłem.




W środku ułożyłam bobinki z wełną i koronkami. Te koronkowe bobinki to nić innego jak zwykły karton pocięty na kawałki. Fajnie to wygląda ale już obmyślam jak zrobić nowe lniane bobinki. Ale wszystko po kolei. Zresztą przy takiej ilości bobinek to pewnie skończę to w zimie.

Obok pojemnika jest malutki słoiczek na igły. Dostałam go ot takiej starszej pani.Ma piękne inicjały na zakrętce. Igły są bardzo mocne i bardzo stare. Już wiem,że użyję ich do przyszywania guzików w starych poduszkach z grubego lnu.
Sama uszyłam małą torebeczkę na igły.W środku ma małą poduszeczkę z wbitymi igłami. Z tyłu jest miejsce na igły do maszyny do szycia.



Wszystkie kolorowe tasiemki, gumki i inne różności trafiły do małej walizeczki. Walizeczkę kupiłam na pchlim targu za 12 euro. Do tego dostałam ogromny wór koronek. 





Po ostatniej wizycie na pchlim targu powiększyła się nam kolekcja starych aparatów i starych żelazek. 
Arek nabył dwa wyjątkowe aparaty. Są w idealnym stanie.




Ja kupiłam dwa stare żelazka. Do duże jest śliczne. Zawsze chciałam takie żelazko ale jakoś cena mnie odstraszała. I mam już i jestem bardzo szczęśliwa. 

Od takiej starszej pani kupiliśmy też stare bo ok 200 letnie !!! żelazko. Też cudowne.



No i najważniejszy nabytek to maleńkie okulary. Położę je na starej książce pod szybą w stoliku kawowym. Zawsze takie chciałam i teraz mam za całe 5 euro. Szukałam takich okularów ze dwa lata. I ostatnio wymyśliłam,że zrobimy sobie takie okulary z drutu. A tu taka niespodzianka. 


I ostatni nabytek - skrzyneczka. 



Może ktoś kiedyś nosił w niej butelki? U nas posłuży jako przybornik na biurko , które mamy już dokładnie zaplanowane.
Skrzyneczkę postarzymy odpowiednio i zawoskujemy. Na razie na potrzeby bloga zrobiłam surowe zdjęcie. Aby nadać klimatu do skrzyneczki włożyłam hortensje, które się właśnie suszą.

Życzę Wam miłego oglądania i mam nadzieję,że coś tam się Wam spodoba.
pozdrawiam
Kaśka

wtorek, 24 lipca 2012

Korytarzowo i nowe lampy


Wreszcie mamy odnowiony korytarz. Czekałam na to ponad 4 lata, bo zawsze było coś ważniejszego. I nagle pewnego ciepłego wieczoru wpadł nam do głowy genialny pomysł jak szybko i efektownie przerobić nasz smutny korytarz.
Siedząc z naszymi gośćmi przy kieliszeczku domowej wiśniówki

 wymyśliliśmy co zrobić ze stojącym na korytarzu lustrem. Lustro przyjechało z Niemiec z tzw. "demobilu" - czyli za przysłowiowe dziękuje. Dobrze ,że mój tato ma tak duże i pakowne auto :-)) Miało ramę z płyty imitującej drewno sosnowe. Okropność. Do tego te złote paski na lustrzanej tafli.
Paski pięknie zeszły , a brzydką ramę zastąpiliśmy starymi belkami, które leżały sobie na strychu.
Arek z Waldkiem w kilka chwil zrobili ramę. Oczywiście Arek postarzył dodatkowo już stare belki przy pomocy szczotki nałożonej na wiertarkę.

 Wokół lustra dokleiliśmy sznurek, który ukryje wszelkie szparki i będzie ciekawym akcentem dekoracyjnym. Zresztą  sznurek mamy wszędzie więc jest kontynuacją tego co jest we wnętrzu.


Dziadziu Wiesiu nadzorował przebieg prac i dawał dobre rady. Wadą nowego lustra była jego waga i rozmiar- oczywiście tylko w momencie przenoszenia go po wąskim korytarzu. Ale tu do pomocy załapał się mój kuzyn Andrzej i w trójkę powiesili lustro. Późnym wieczorem siedzieliśmy znów przy wiśniówce i obmyślaliśmy dalszy przebieg prac remontowych. Zawoskowaliśmy lustro kasztanowym woskiem. Andrzej wpadł na pomysł by powiesić stare narty od dziadzia na skosie pod schodami na górę.





Arek wytynkował korytarz i schował wszystkie kable. Ja przy pomocy pędzla pomazałam świeży tynk, by nadać mu niedbały styl. Potem korytarz został przemalowany na kolor piasku sahary. Wieczorem przy świetle lamp bardzo rozczarował nas ten kolor- wyglądał na taki bardzo "majtkowy" ale następnego dnia farba dobrze wyschła i jesteśmy bardzo zadowoleni.
Gdy goście wyjechali zabraliśmy się ostro do pracy i wyczyściliśmy i wymalowaliśmy trzy pary drzwi. Drzwi wejściowe zostały naprawione i już nie obcierają podłogi. Arek naprawił klamkę i zamocował kawałek starego dzwonka na którym jest napisane po niemiecku proszę kręcić. Dzwonek dostaliśmy od mojego dziadzia , a pochodzi on jeszcze ze starych drzwi z dziadkowego domu.
Na allegro kupiłam starą klapkę na listy. Teraz pięknie zdobi odświeżone drzwi.


Pod lustrem miała powstać szafka na buty ale piękna, stara maszyna na której szyła jeszcze moja babcia , tak nas urzekła, że zrezygnowaliśmy z szafki i na tym miejscu stoi maszyna do szycia. Odświeżyłam tylko jej blat i piękne nogi.


Próg do mieszkania zrobiony był prowizorycznie z dwóch desek. Postanowiłam go trochę przerobić.
Za pomocą dłuta pościnałam kanty progu bu nadać mu efekt " schodzenia".  Potem wełną stalową wyczyściłam drewno i zaoliwiłam barwionym olejem. Zamiast listw przypodłogowych przykleiliśmy sznurek.
Arek zrobił małą półeczkę z kawałeczka starej belki. Świetnie wpasowała się obok lustra. Na półeczce postawiliśmy starą butelkę z kapiącą świeczką. Butelkę przywiózł Arek z Niemiec, a jego mama przechowywała ją u siebie kilka lat zanim znalazła właściwe miejsce.



Znalezione na złomie trzy podkowy zawisły na pustej ścianie. Inna podkowa wisi koło lustra.


 Kawałek starego kola stanowi ciekawy akcent nad lustrem.



Ze strychu zniosłam osłonę do karnisza. Piękny dodatek do korytarzowego okna. Musiałam to dobrze wyczyścić bo leżał na strychu cale lata świetlne. Potem podmalowałam go w kolorze drzwi. Żeby nie zabierać światła na korytarzu , powiesiłam tylko malutką zazdrostkę. Dostałam ją od mojej mamy , która ma zawsze nosa do szukania takich koronkowych skarbów. Firaneczka ma beżowy kolor i idealnie pasuje do korytarza.



Schody zostały wyczyszczone i wypolerowane. Wyglądają dużo lepiej ale jeszcze pomyślę nad jakimś nabłyszczaczem lub może kiedyś znajdziemy piękne stare płytki.W narożnikach przykleiliśmy sznurek.

 Obok lustra na górnym stopniu postawiłam piękny , stary dzban z kwiatostanami traw ozdobnych. Dzban dekoracyjnie przewiązałam kawałkiem sznurka.


Teraz szukamy jeszcze ciekawych starych zdjęć , które wkomponujemy w korytarz.
Do zrobienia została jeszcze górna część korytarza , która należy do sąsiada. Może w przyszłym roku uda nam się ją wyremontować .

Gdy korytarz był gotowy postanowiliśmy wybrać się w sobotę na giełdę staroci w poszukiwaniu starej lampy. A tu niespodzianka, piątkowego wieczoru wpadła do nas sąsiadka z piękną poniemiecką lampą. Dała ją nam w prezencie. Lampę naprawiliśmy a sąsiadka dostanie za to dobrą kawę.



Na kloszu lampy były żółto- zielone esy floresy , których usunięcie zajęło nam pół dnia. Bardzo trudno było zeskrobać farbę do szkła z białego klosza. Ale jako uparte koziorożce dopięliśmy swego.
Uchwyt lampy Arek zamienił na Miśkowy łańcuch. Misiek to pies od moich rodziców.
Lampa jest idealna , musimy jedynie zmienić mocowanie bo na razie widać kostkę elektryczną. Ale w sobotę wybieramy się na niemiecki flochmarkt więc kto wie co się tam trafi.

A w mieszkaniu zawisły dwie nowe lampy. Nowe tylko w sensie nowego nabytku.
Jedną kupiliśmy na zamku Książ. Leżała sobie taka biedna i zaniedbana na kamieniach w zamkowej kawiarence. Spytałam o cenę i była naprawdę okazyjna. Byłam w szoku ,że w zamkowym antykwariacie można kupić lampę w takiej cenie. Arek założył nowe przewody elektryczne bo ktoś kiedyś przerobił tą lampę na świecznik. Została wyczyszczona i zawoskowana. Wisi na starym łańcuchu i nawet energooszczędne żarówki w kształcie świeczek idealnie do niej pasują. A do tego daje piękne, jasne i subtelne światło.



Druga lampa, która wisi nad stołem jest zrobiona domowym sposobem. Stara drewniana niecka pamiętająca jeszcze zagniatanie chleba przez moją prababcię stała się kloszem.

 Hak kupiony w lombardzie jest łącznikiem dla sznurków i kabla elektrycznego.




 Kabel od żelazka został postarzony przy pomocy zaparzonej herbaty w torebce. Ma podobny kolor do jutowego sznurka.
Patrząc od spodu na lampę widzimy skrzyneczkę obklejoną starym workiem z wyciętymi  otworami na halogeny. Halogeny bardzo eko bo max energooszczędne o pięknym ciepłym odcieniu światła. Wokół halogenów naklejony jest sznurek.





 Na lampie stoi stary świecznik z kawałkiem świeczki i taki specjalny pręcik z kapturkiem do gaszenia świeczek.


Uważam ,że to idealna lampa nad nasz stół.
A na koniec kuchenne klimaty z ziołami z naszego ogrodu oraz niedawno zdobyta maselnica i stary korzeń. Ale o tym  w następnych postach.
Pozdrawiam serdecznie
Kaśka