piątek, 25 kwietnia 2014

Lampa ze słoika , poduszki z Dekorii i skrzynka na prawdziwe listy.


Pewnie śmiejecie się co my znów wymyśliliśmy. Ach te nasze pomysły. Lubię, gdy przedmioty pełnią różne funkcje , nie zawsze zgodne z ich prawdziwym przeznaczeniem.
Zawsze miałam sentyment do starych słoików "pod gumkę". U babci w piwnicy stały równiutko, pełne pysznej kiszonej kapusty, ogórków , kompotów czy jabłkowych musów. 
U mnie oczywiście jest i kapusta, ogórki i inne smakołyki, własnoręcznie przygotowane i zawekowane pod gumkę. Słoiki też mam w kuchennych szafkach i trzymam w nich tzw produkty suche , kasze, ryże, orzechy itd. Na strychu mam też ich sporą kolekcję. I tak sobie wymyśliliśmy ,że zrobimy lampę do naszej kuchni właśnie ze słoików. Najpierw chciałam takie z napisem Ball , ale nie znalazłam ich nigdzie, więc w Niemczech kupiłam takie z napisem Rex i z fajną truskawą.
Potem dokupiliśmy oprawki, kabel od żelazka , od mamy dostaliśmy pokrywki, i metalowe sprężynki, które jeszcze zrobił mój dziadziu Wiesiu.
No więc zaczynamy Lampa ze słoików krok po kroku.


My użyliśmy kawałka starej belki, w której Arek nawiercił otwory na kable.
Belka została wyczyszczona, zaoliwiona i jak to my mówimy podpicowana przy pomocy mocnej kawy rozpuszczalnej. Tak , tak kawy, która jest fajną bejcą do drewna.



Tak wygląda gotowa belka.



Tu widać co potrzebne było do zrobienia tej lampy. Oczywiście kabel był zbyt nowy , więc potraktowany został zaparzoną, mocną herbatą. Hi hi tani sposób na bejcę. Polecam tym co eksperymentują. Można taką herbatką postarzyć papier, mapy, tkaniny...



I tu najtrudniejsza rzecz w wykonaniu tej lampy, mianowicie wywiercenie otworu w pokrywce. Potrzebujemy wiertło do szkła i staramy się bardzo ostrożnie wiercić.


W pierwszej wersji do zamknięcia słoików użyliśmy niemieckich zacisków, które Arek przewiercił. Niestety zbyt osłabiło to ten cienki metal i po pewnym czasie usłyszeliśmy trzask i zapinka pękła na dwie części. Ale przypomniałam sobie, że może moja mama ma sprężynki, które robił mój dziadziu. Oczywiście mama znalazła je bardzo szybko i zaraz była u nas z garścią metalowych przydasi. 







Potem trzeba było wszystko połączyć, poskładać, przymocować do sufitu i podłączyć do prądu.
Tadam wisi....









I znów macie tysiące ujęć jednej lampy. Hi hi Obfotografowana z każdej strony
Żeby pokazać Wam jak dokładnie wygląda taka lampka wieczorem, celowo przyciemniliśmy zdjęcia.
Ale naprawdę lampa daje ciepłe, jasne światło. Nie nagrzewa się .


 


 Tu ujęcie od strony stołu z widokiem na kuchenne szafki. Oczywiście jak znam życie będę miała nie tylko tysiące pytań o szczegóły w wykonaniu lamy , jak i pewnie o to co to za książki na kuchennej szafce.
Odpowiadam więc na Wasze pytanie.


To moje książki kucharskie, które obłożyłam w szary papier by kolorystycznie pasowały mi do kuchni. Takie kolorowe książki jakoś gryzły mi się z wystrojem mojej kuchni. Muszę dorobić tylko napisy , ale na razie nie mam na to czasu, a wykonanie ładnych, równiutkich napisów potrzebuje sporo czasu. Obecnie nie mam problemu z odnalezieniem właściwej książki , bo znam je dokładnie po kształcie i wielkości. 

Obok książek stoją porcelanowe pojemniki od mojej babci. Uwielbiam je , bo przypominają mi babciną kuchnię.


Na narożnych półkach mam kolekcję dzbanków do herbaty w kolorze niebieskim. Jak wiecie uwielbiam ten kolor. Dlatego nasza kuchnia dostała też nowe poduchy ,zasłonki, i serwetki w tym właśnie kolorze. Wszystko uszyła dla mnie Dekoria KLIK



W kuchni zrobiło się milutko. Bardzo fajne te poduchy z kuleczkami. Podobne kuleczki są na zasłonach.




 
Mamy też fajne, mięciutkie siedziska na kuchenne krzesła. W kuchni mamy duży stół, narożną ławkę i cztery krzesła. Więc cała masa gości może wygodnie posiedzieć w kuchni. Nasza kuchnia jest miejscem spotkań , bo nasi znajomi często tu przesiadują. Śmieją się,że w kuchni jest najlepiej.








A mamy jeszcze 6 serwetek .
Ładnie wyglądają w zestawieniu z koronkowym obrusem.




A ten serduszkowy wieszaczek  kupiłam KLIK. Wisi na naszej ściance ze starej cegły. Fajnie mieć dodatkowe miejsce w kuchni na koronkowe ściereczki i inne wiszące przydasie.





I jeszcze nowy nabytek, żeliwna skrzynka na listy kupiona KLIK . Będzie przyszłościowo zamontowana na bramie wjazdowej na naszą posesję. Jednak brama to temat na następny projekt, bo na razie brak wolnego czasu, a  do tego brak odpowiednich, krzywych desek. Bo brama ma być bardzo rustykalna jak nasz cały dom. 








  Kochani życzę Wam miłego popołudnia. Ja moje wolne popołudnia spędzam z dzieckiem na spacerze, a gdy maluch zaśnie czytam sobie ulubione gazetki i zbieram kwiatki. Ostatnio zrobiłam kilka wianków z wiosennych kwiatów. Ale o tym już wkrótce. Dziś dla Was wiosenny wianuszek ze stokrotek.  To lecę bo w głowie tyle planów , a czas pędzi jak szalony. Buźka





















wtorek, 22 kwietnia 2014

Altanka , szklarnia i nic więcej do szczęścia nie trzeba.....





Dziś bardzo długa historia o tym jak powstawała nasza altanka i szklarenka.
Historia trochę niedokończona , ale w dwa tygodnie mogło powstać tyle co powstało. Pogoda i inne rzeczy przeszkodziły Arkowi w realizacji tego ambitnego projektu. 
Skaczę z radości bo mam wspaniałą, dużą altankę 3 na 4 m i nowiutką szklarnię. Huraaa

Trzy lata temu znajoma w Niemczech wymieniała okna w domu, a wiedząc ,że potrafimy coś zrobić z niczego , zadzwoniła do mnie z pytaniem czy chcemy takie okna? Jasne,że chcemy!! Pojechaliśmy na miejsce i okazało się ,że jest bardzo dużo okien, ale nam przydadzą się te podwójne okna balkonowe. Zapakowaliśmy je do samochodu szefów i przywieźliśmy pod dom w Niemczech. Następnie przepakowaliśmy do busa od mojego taty i tata zabrał nam je do Polski. Leżały sobie trzy lata w garażu u moich rodziców, nie ukrywam ,że pewnie tam przeszkadzały. I nagle w marcu padła decyzja- BUDUJEMY ALTANKĘ i kupujemy SZKLARNIĘ!!! 


Powstał projekt wstępny, a potem burza mózgów. Mojego i Arka oczywiście. Szkice, plany i różne pomysły. Przeliczanie, zamawianie materiałów, kupno szklarni.
Zaczynamy relację z pola bitwy.

Pierwsza fotka z miejscem przygotowanym pod altankę. Wcześniej stał tu metalowy domek na narzędzia i foliak. Widać go za mną w tle.



 Musiałam wykopać trochę roślin. Arek ułożył fundament z bloczków betonowych. Altana nie wymaga mocnych fundamentów , bo jest z lekkiej konstrukcji drewnianej- więc unikamy formalności związanych z pozwoleniem na budowę. Za płotem widok na ogród sąsiada. Płot graniczący z nim osłoniliśmy matą wrzosową. Ładnie oddziela obie posesje.


Wewnątrz bloczków mamy miejsce na wszystkie rozsypujące się, stare cegły, które nam zawadzają na posesji.. Arek przewozi je na taczce i wrzuca do środka.




Pobojowisko na całego, robimy wszystko na raz. Wykopujemy rośliny, przesadzamy, budujemy, malujemy i i ....

Ja , Arek , Patryk i Waldek składamy szkielet szklarni oraz mały stolik do prac przy roślinach. Coś stoi więc cieszy oko.


 Szklarnię kupiłam w firmie PH ACM Agrocentrum
Tu fotka ze strony allegro KLIK

Szklarnia przyjechała bardzo szybko, jest taka jaką sobie wymyśliłam. Wszystkim tym, co planują postawienie szklarni w ogrodzie , gorąco polecam tą z firmy  PH ACM Agrocentrum.




Mamy już belki konstrukcyjne. Wszędzie bałagan, coś gdzieś leży i często pada deszcz.






Marian zaczyna  nawiercać otwory na czopy.
Arek szykuje papę do izolacji.
Nasze okna z demobilu już przygotowane. A za Arkiem widzicie nasze cegły. To z nich powstaną ścianki w altanie.


Pole bitwy ,ale wszędzie się robi zielono.



 Tadam pierwsza ściana już jest. Przymiarka z drzwiami.




I mamy już cztery ściany.


 A i  rabatka kwiatowa została wyplewiona, poprzesadzałam roślinki.


Mamy już dach. Plandeka zabezpiecza domek przed wilgocią, bo ciągle mamy przelotne opady deszczu.



Majster Arek myśli czy równo wyszło.


Patryk, Arek, moja mama i Waldek nanosili ogromne ilości cegły , a Arek muruje. A te stare drzwi , Arek przyniósł od moich rodziców- idealne drzwi przejściowe  z altanki do szklarni.




U góry widać piękny, stary zamek z  klamką.  Ale się cieszę.
Poniżej, po prawej stronie widać miejsce łączenia altanki ze szklarnią, to właśnie tam zawisną drzwi. Tak, tak zawisną na specjalnych rolkach, coś jak w starych stodołach. Będziemy mogli je łatwo przesuwać po specjalnej szynie. Drzwi  prawie nie będą zajmowały nam cennego miejsca w domku.




Szklarnia i dalej kompostowniki. Pełne zresztą do granic możliwości, po tym jak jesienią wyplewiłam cały ogród:-)


Powstają kolejne ścianki.



Już widać ,że praca idzie pełną parą. Brzoskwinia pięknie kwitnie. Rabaty nabierają wyrazu. Kompostowniki częściowo opróżnione przez moją mamę, która wybierała to co najlepsze i podawała mi bym rozdzielała w ogrodzie. Ja przesadzałam rośliny, podsypywałam kompostem i tworzyłam nowe rabaty.
W tym czasie Bartek spacerował z Arka mamą , a Patryk z doskoku pomagał nam przy budowie i w ogrodzie.



Okna  i drzwi wstawione. Jeszcze inny kolor, ale wszystko się przeszlifuje, postarzy, zaoliwi i podpicuje. 


 Te grube dechy pójdą na ścianki.
Ten mały zielony domek w głębi ogrodu został przemalowany przez Patryka i Marcela. Stał wcześniej na miejscu altanki. Teraz jeszcze go widać , ale już wkrótce porośnie dzikim winem i pięknie wkomponuje się w ogród.

A Bartek dopinguje nam w pracy.



Dach nabity. Małe okno wstawione. Arek przyniósł je od mojej mamy. Stało gdzieś sobie zapomniane. Idealny wymiar. Fajnie ,że wszystko nam pasuje do altanki, Nie ma to jak chomikowanie ....




Piękne te ścianki ze starej cegły. Arek spisał się na medal.


Z domku widać różaną rabatkę. Wyplewiona, dokupiłam kilka róż i lawendę. Musiałam położyć włókninę i obsypać korą, bo mam zbyt mało czasu na plewienie. Ale będzie bardzo ładnie.

 Posadziłam kilka bodziszków, by utworzyły ładne półkole przy podkładach kolejowych.


Wszędzie wykopane kwiaty, chwasty , trociny i ziemia. Bałagan , ale idziemy do przodu.



A ten niebieski bus od mojego taty przewiózł każdy mebel i nie tyko do naszego domu.
Teraz Arek przywiózł dechy i stary piec. Piec dostał od swojego taty. Postawimy go w altance. Wczesną wiosną , gdy roślinkom w szklarni będzie zimno - przepalę w piecu , otworzę drzwi i ciepełko pójdzie do szklarni. Genialny pomysł - co?




 Arek stawia ścianki z grubych desek.


No i ściany gotowe. Papa na dachu. Teraz czekamy na modrzewiowe gonty. Jak je nabijemy, będzie można wstawić okno dachowe. Hura hura...





Szklarnia już oszklona. Wszystko wysiane. Część roślin do szklarni przywiozę z Niemiec. Tam w szklarni mam już spore roślinki.


Rabarbar jest ogromny i można cały sezon robić ciasto i kompoty.



Tak wygląda wejście od strony szklarni.


 A tu widzicie domek wewnątrz. Bardzo dużo drewna. Piękna drewniana podłoga z grubych dech. W maju ją naoliwimy, wstawmy kredensik. powiesimy półeczki. Ach będzie tak milutko.





 A tak wygląda wejście z altanki do szklarni. Arek pięknie postarzył belki.


Przy wejściu do domku dołożymy otoczaki bo obecna ścieżka jest zbyt wąska. Musimy dołożyć kilka podkładów kolejowych by wykończyć rabatkę z lewej strony.




Teraz trzeba zamontować drewniany płotek.





 Wchodząc do domku mamy fajne  podwójne drzwi. Gdy w lecie je otworzymy to "ogród wejdzie" nam do domku.


Gdy Arek położy gont, to na bokach altanki zrobi dekoracyjne listwy wykończeniowe. Podobne zrobi też na werandzie.


Te dwa naczynia kamionkowe dostaną piękne sezonowe roślinki i będą stały przy wejściu do altanki.










I teraz widać wiejski płotek. Założyliśmy go przy świetle księżyca. Hi hi. Bardzo chcieliśmy go założyć , a było już bardzo późno. Ja z Bartkiem na ręku, Arek kończył jeszcze sprzątanie pola bitwy. I nagle pada decyzja- zakładamy płotek. Bartek usiadł na korze obok nas. Cieszył się i dziwił ,że taka dziwna lampa na niebie. Patrzył na księżyc , a my: Bartuś gdzie lampa, a on hi hi , a my słupek młotem w ziemię siup i wkrętarką przykręcaliśmy płotek. Bartkowi tak bardzo spodobała się kora w ogrodzie,że nawet spróbował jak smakuje- biedne dziecko :-)) 
Płotek powstał. Zasłonił kompostowniki. Wyznaczył ścieżkę do szklarni. Przy płotku posadzę malwy i łubiny. Przy samej szklarni rośnie dorodna budleja i piękna hortensja.




W szklarni położyłam wąż kroplujący. A specjalny automat ze sterownikiem sam podleje roślinki. Te węże kroplujące są świetne, bo woda trafia dokładnie do korzeni roślin i tak szybko nie odparuje.
Szklarnia ma specjalne automaty do okien, które automatycznie przewietrzą pomieszczenie.

Na stoliku kilka przydasi. 


Ten piękny emaliowany pojemnik dała mi moja koleżanka Dorota. Idealny prezent do szklarenki. A ten niemiecki napis cebula , podpowiedział mi do czego owe naczynie się przyda. Teraz będzie używane do przechowywania cebulek kwiatowych.



Ale wracamy do altanki. Piecyk już na swoim miejscu. Trzeba jeszcze rurę na dach wypuścić. 




  Ale się cieszę na zimowe wieczory w altance przy palącym się ogniu i grzanym winie nalewanym emaliowaną chochelką z dużego garnka.. Obok będzie kosz na drewno. Barania skórka i cieplutkie koce wełniane. Przy piecu zawisną emaliowane łyżki , a wiklinowe kosze pod sufitem.



 
 A na tej półeczce stanie kolekcja starych butelek. Może będą też suszone zioła. Będzie też babciny kredensik z emaliowanym chlebakiem, dzbankami i starym zegarkiem. W kredensie będzie miejsce na kufle do piwa- jak Arek będzie chciał posiedzieć z kumplami przy piwku.
Dla mnie będą tam romantyczne filiżanki w różyczki które znacie z Tego posta, oraz różne wiklinowe dodatki , które zamówiłam tu






Gdy zaproszę koleżanki, to chętnie tu właśnie wypijemy filiżankę kawy do domowego ciasta.
Będą śliczne poduszki, pledy i świeże kwiaty. Ojej ale będzie cudownie.
Narożniki wykończymy starym sznurkiem.Kanapa ze strychu trafiła do altanki. Dostanie ładną kapę, kilka poduszek. Gdy przyjadą goście , to mogą się tu przespać.
I my sami często tu posiedzimy, a gdy będę pracowała w ogrodzie to Bartek będzie sobie tu spał.


Te zielone dzbanuszki dostałam od Dorotki. Dziękuję. A szafka od mojego dziadzia Wiesia. Arek ją trochę postarzy.


I ręcznie robiony obrazek z gliny - też od Dorotki.




I ostatnie ujęcie przed wyjazdem do Niemiec. Wiejska altanka, szklarenka, płotek. Aż szkoda wyjeżdżać. No cóż. Trzeba jechać. Jak wrócimy to będą ostatnie szlify i dekorowanie huraaa.





I migawki z ogrodu. Warzywka pod włókniną.



Jabłonka kwitnie , będą obfite zbiory.

  Rabatka z bylinami z dnia na dzień coraz większa.



W naszym ogrodzie jest nawet miejsce dla ptaków.



 Kochani mam nadzieję,że dotrwaliście do końca. Ciąg dalszy nastąpi dopiero w maju, bo wtedy będziemy w naszym domku. Oczywiście powstały inne rzeczy na następne posty , więc będę często na blogu. Pozdrawiam i życzę Wam miłego dnia. Kaśka