sobota, 13 czerwca 2015

O letnich bukietach, syropie z czarnego bzu, mydełkach , domowych drobiazgach .... czyli nadrabiam zaległości;-)




Doba mimo swoich 24 godzin jest dla mnie stanowczo za krótka. Cierpię na ciągły brak czasu. Stale coś robię, ciągle coś chcę, a do tego te codzienne obowiązki , praca....
Robię bardzo dużo różnych rzeczy , ale wszystko sprawia mi ogromną przyjemność.
Ostatnio na targu staroci upatrzyłam aluminiowy dzbanek. Zauroczył mnie tak bardzo ,że spacerując ciągle spoglądałam na niego.
Dzbanek wpadł też w oko Bartkowi. Był świetną zabawką przy miejskiej fontannie. 


To niesamowite ile radości może sprawić zwykła rzecz.


W domu dzbanek stał się flakonem na piwonie. 
Uwielbiam te delikatne i wyjątkowo piękne kwiaty. Przyniosłam z ogrodu duży bukiet i ustawiłam na stole.  Zachwycają mnie różnymi odcieniami różu





Sezon truskawkowy w pełni. Jak ja lubię truskawki i to całe przetworowe zamieszanie. Ciasta z truskawkami, pajda chleba z dżemem lub takie gniecione ze śmietaną. Pycha.A do tego jakie fotogeniczne;-)





O np. dziś rano zrobiłam sobie limonkowe mydełka. Taka mała rzecz a cieszy;-)



Róże kwitną jak szalone. Bardzo lubię różane ogrody. W moim ogrodzie jest bardzo dużo róż. Jest nawet cała różana rabatka.




Lubię mieć dużo kwiatów. Choć ostatnio muszę stawiać je wysoko , bo Bartek jest bardzo sprytny i potrafi przynieść mi flakon z kwiatami. 



Letnich smaków cdn. borówki , cudowne , letnie owoce. A jak ładnie pasują do szarości;-)





W kuchni powiesiłam małą półeczkę. Leżała na stercie śmieci . Pomalowałam ją na biało i powiem wam szczerze ,że ją uwielbiam. Mi to do szczęścia naprawdę niewiele trzeba.



Lubię zmieniać kolory w moim domu. Teraz popadłam w szarości. Choć wkrótce zobaczycie błękity;-))





Czarny bez- moja ogromna pasja zbierania kwiatów, robienia syropów, deserów. A jak czarny bez zrobi się dojrzały to znów mam syropy i galaretki tylko ciemno bordowe. Fajna ta natura.



Arek wszedł na dach by zerwać mi te najpiękniejsze kwiatostany. Oj było tego. Ale ja to chyba wszystko robię w dużych ilościach.













Więc tego bzu było bardzo dużo. Zalałam go wodą i naciągał w słoneczku. Tak sobie dojrzewał całe 24 godziny.















Gdy bez naciągał ja zbierałam kwiaty w ogrodzie i robiłam kolejne bukiety.




Takie niepozorne kwiatki ;-) I ostatnie gałązki bzu;-)






Zobaczcie na orlika czy nie wygląda jak kilka zakochanych gołąbków?




A poniżej kwiaty bzu w skali makro. 



A bez już dochodzi;-)













Wiecie ,że teraz jest czas na bezy z owocami ? Ponoć teraz smakują najlepiej. Muszę zrobić. I to koniecznie ....jak znajdę czas. A poniżej beza z zeszłego roku.














Lubię zwykłe kwiaty. Takie polne.






Proste wianki z niczego - uplecione tak przy okazji spaceru.


A tu mała zapowiedź tego co powstaje. Na dole w naszym domu, w tak zwanym przyziemiu urządziłam sobie mieszkanko- bardziej pracownię. Za czasów niemieckich mieszkanie było normalnie zamieszkane, Potem stało się czarną piwnicą. Powódź z 97 zrobiła swoje;-( ale ja uparcie naprawiałam, osuszałam ... i wkrótce zobaczycie co z tego powstało.
A będzie biało i niebiesko.Bardzo schabby



Fotel został pomalowany farbą kredową. Tak tak pomalowałam tapicerkę.


Fotel był kiedyś obity lnem , ale wchodzący do mieszkania ( dolnego) kot bardzo poplamił tapicerkę. Wyprała ale to już nie to. Zresztą chciałam bieli i światła.






Fotel malowałam o 5 tej rano w dniu wyjazdu do Niemiec. Na szybko. Zeszło mi max 30 minut. Zdjęcia są robione jak fotel był jeszcze mokry. Teraz jest już bialusieńki. Zobaczycie wkrótce.


Poduszka leży na lekko wilgotnym fotelu i położyłam ją tylko do zdjęcia;-)


Pod pędzel poszedł też kredensik. Wstępne malowanie na szybko , godzina 5:30. 




I jeszcze stolik się załapał. Ale o tym już niedługo. 


A na koniec kilka smacznych fotek. Życzę Wam miłego dnia i uciekam do swoich zaległych obowiązków.