Ogrodowo

Ogrodowo

wtorek, 16 września 2014

Jesiennych dekoracji czar i takie tam różności z mojego życia.



Jesień jest moją ukochaną porą roku. Pisałam już o tym wiele razy.




 Nawet moje ostatnie posty są bardzo jesienne. Lubię jesień za kolory, ciepłe napoje pite na werandzie gdy wokół ziąb. Uwielbiam wełniane kocyki, pledy i różne otulacze. Fajnie usiąść z książką w ręku, nakryć się ciepłym pledem, ubrać wełniane skarpety i wypić gorącą czekoladę. W jesiennych klimatach nawet płomień świec wygląda dostojniej. I oczywiście ciepełko z palącego się kominka. Nic więcej nie trzeba mi do szczęścia. Wam proponuję usiąść z kubkiem kawy , bo będzie sporo czytania i oglądania.


Uwielbiam poleżeć, poczytać , coś zmajstrować. To takie chwile co dają szczęście w życiu.
Ale takich chwil mam bardzo mało. Nie ,że nie jestem szczęśliwa. Jestem i to wreszcie z ręką na sercu mogę powiedzieć Tak jestem szczęśliwa.Ale czasu na wszystko tak mało. Zresztą znacie to doskonale. Jak pracuje się zawodowo, jest się mamą i ma się szalone pomysły to tego czasu na wypoczynek jest bardzo mało. 
To ,że pracuję w Niemczech i często jestem na walizkach ( polski dom, niemieckie mieszkanie) to wiecie. Tak bywa w życiu. Nie nie nie narzekam ale zawsze tęsknię za domem w Polsce. Ale jak wracam do domu to mam wtedy zazwyczaj dwa tygodnie urlopu i to jest piękne.
Tego posta piszę w Niemczech. Piję kawę , maluch śpi, mąż już w pracy. 
Za kilka dni jedziemy do Polski. Znów auto zapakowane będzie na maxa. Bo to trzeba zabrać nowe zdobycze, chodzik i pchacz dla Bartka. Nasze aparaty, laptopy, jesienne dekoracje. Coś pysznego do jedzenia. Zawsze kupuję sery, jakiś dobry chleb i coś tam jeszcze. Zabieram też głowę pełną pomysłów. Teraz , gdy mamy altankę  mam niezłe pole do popisu.
Dostałam piękną gałązkę z rajskimi jabłuszkami. Są jeszcze lekko zielone ale idealnie pasują do wianka z siana.


Wianek Bardzo prosty. Potrzebujemy tylko bazę wianka, a więc możemy zrobić z pędów dzikiego  bluszczu , dzikiego wina lub kupić gotowy. Następnie całość obkładamy siankiem, suszoną trawą , którą zbieramy na łące. Co komu w ręce wpadnie. Wszystko obwiązujemy najlepiej cienką żyłką i klejem na gorąco doklejamy jabłuszka. I to tyle. Teraz wieszamy na drzwiach wejściowych i cieszymy się z własnego dzieła.
Mój wianek zawiśnie na naszych drzwiach do domu, ale chwilowo pozuje do zdjęć w innym miejscu. Będę musiał go pięknie zapakować , by nie zniszczył się w transporcie.





















Od kilku lat robimy nalewki. Naszym numerem jeden jest wiśniówka , która stoi sobie w altance i nabiera mocy. Wspaniała jest też pigwówka. Pigwy dochodzą na drzewie więc trzeba jeszcze troszkę poczekać. Ale w zastępstwie pigwy może skusicie się na nalewkę z gruszki.

Nalewka gruszkowa

SKŁADNIKI:
Ok 2 kg słodkich gruszek
0,5 kg cukru
kilka goździków
3 laski cynamonu
1l wódki lub spirytusu

Obrane , pokrojone w ćwiartki gruszki układamy w dużym słoju, Dodajemy przyprawy korzenne i zasypujemy cukrem. Odstawiamy aż gruszki puszczą sok. Następnie zalewamy alkoholem i odstawiamy na minimum miesiąc. Po tym czasie przecedzamy przez gazę i przelewamy do karafki. Wychodzi ok 1,5 l nalewki, ale to zależy od gruszek ile soku mają w sobie.




Nalewka na zdjęciu jest zeszłoroczna. Do dekoracji butelki użyłam plasterek suszonej gruszki.
Owoce poszatkowałam na cieniutkie plasterki i suszyłam w 80 st.C przez godzinę. Trzymam w szczelnym opakowaniu. Świetne do dekoracji i podjadania.




Oczywiście fotek sporo. Ale to u mnie normalka.


Chyba najładniej wyglądają plasterki gruszek z gniazdami nasiennymi. 




Na parapecie kuchennym zrobiło się pomarańczowo.


Nowa zdoycz- sitko do herbaty i mała ceramiczna łyżeczka. Kupiłam za dwa euro na starociach. Łyżeczki były dwie ale jedna upadła mi na ziemię i pękła. Noszę ją w portfelu i nie wiem kleić czy wyrzucić. Jakoś mi szkoda, bo jest taka ładna.

Dzbanek na herbatę ma jesienne ubranko. Dla tych co robią na drutach pewnie łatwizna. Dla mnie czarna magia. Na drutach zrobię to i tamto ale taki ocieplacz to chyba wyższa szkoła jazdy. Muszę uśmiechnąć się do mojej mamy. Ona potrafi takie cuda wyczarować w jeden wieczór, więc może zrobi córce ;-) w innym kolorze?





I wpadłam jak co roku w dyniowe szaleństwo. Tu w Niemczech na każdym kroku dynie. Najpierw powiedziała o nie nie w tym roku. Kupię je dopiero w październiku ! Ale znów kupiłam i to na początku września. Tak się zastanawiam czy można jakoś te dyńki ususzyć by były na wiele sezonów? W zeszłym roku leżała sobie jedna na paterze z owocami , leżała do grudnia, potem do maja i leży do dziś. No już nie na paterze ale na strychu w koszu na dekoracje. Przetrwała , wyschła na pieprz i wygląda jak tegoroczna. Macie jakieś sposoby na wysuszenie dyniek. Chodzi mi o te małe ozdobne? Jak coś czekam na dobre rady i z góry dziękuję.







Piękne dyńki leżą sobie na paterze. Ach jak się cieszę na moment kiedy udekoruję nimi naszą altankę. Napalimy w piecu. W piekarniku obok upieczemy jabłuszka z cynamonem. Nawet mam emaliowaną blaszkę od babci. To właśnie na niej babcia piekła jesienne jabłuszka. Wszystko zobaczycie już niedługo.




Jako dziecko nie jadłam gruszek. To był jedyny owoc jakiego nie chciałam jeść. Mój dziadziu uwielbiał słodkie, dojrzałe gruszki tzw. klapsy. Zawsze kroił mi kawałeczek i podstawiał pod nos mówiąc " nie musisz jeść , tylko spróbuj !!!" Ale jakoś nie chciałam. Co innego było z jabłkami. Uwielbiałam je od zawsze. Babcia kroiła mi w plasterki , a ja wcinałam. Oczywiście obrane ze skórki, równiutko ułożone na spodeczku. Tak tak miałam cudownych dziadków. A jako pierwsza z wnucząt byłam bardzo rozpieszczana hi hi. Dziś staram się rozpieszczać wszystkich wokół. A gruszki uwielbiam. Na kolację zrobię gruszki z gorgonzolą. Zanim zjemy zrobię fotki. Jak nam posmakuje podam przepis.


Zielone jabłuszka czekają grzecznie w koszyczku bo chcę zrobić z nich coś pięknego. Oczywiście będzie też smaczne ale piękno przebije walory smakowe. Jeszcze nie robiłam ale liczę na sukces. Zobaczycie wkrótce.


Te delikatne różowe kulki to pieprz.


Kupiłam go w kwiaciarni. Uwielbiam go w flakoniku. Jak wyschnie używam do wianków i dekoracji ze świeczkami.


Fotki te pochodzą z tego posta KLIK



Kupiłam ostatnio fajnie jutowe pojemniki do naszej garderoby. Będą ładnie wyglądały na półce i pomieszczą wszystkie cieplutkie pledy.



Pstryknęłam ostatnoi fotkę dziecinnych bucików. Stoją sobie u znajomych jako dekoracyjna pamiątka. Miła dekoracja.



A teraz trochę opowiem Wam jak to jest być mamą młodszego syna. Bo starszy jest bezproblemowy. Dać dobrze jeść, ubrać i nie krzyczeć jak siedzi do nocy na kompie i normalnie sama słodycz. Ta moja słodycz będzie miała w styczniu 18 lat - uwierzycie? Mój synek będzie dorosły! Kiedy to zleciało? 
Starszego dopadnę z aparatem to zobaczycie kilka fotek , ale teraz młodszy 15 miesięczny Bartek na tapecie. 



Dorwało to moje małe dziecko stare autko. Myślę sobie zrobię mu fajne zdjęcia. Ale on jest jak błyskawica. O żadnych specjalnych ustawieniach aparatu nie mam mowy. Automat ustawiony i pstrykamy i to szybko. Chłopak patrzy w ziemię , nie pozuje , ja wołam gwizdam, naśladuję koko, hau hau itd. Normalnie nie można zrobić jednego zdjęcia.




A ja na kolanach, na czworaka .....

.....i jedno jest , bo zagapił się na psa.



Krótki moment i jedziemy dalej....






Fajne to stare autko, takie retro.

I przyszła opiekunka, psia opiekunka...Tosca.


I w kwiatki i na kolankach i nowe " otwory technologiczne" w spodniach- co tam- zabawa na całego.












I dopadłam gościa, posadziłam na krześle, ustawiłam psy i zaraz jeden psiak zwiał, a tamci patrzą na uciekiniera...





A gdzie ta końcówka od mamy węża ogrodowego????
A ha pamiętam było to tak...


Miałem ją przed chwilą w ręcę...
Potem zobaczyłem oczko wodne.... i ...


Ups... pływa... mamoooooo ...tammm...


Zaraz wyjmę go sam......


Taka to pomoc z małego ogrodnika.... sama słodycz.
Kiedyś te rączki pomogą w ogrodzie.



Z ogrodu przyniosłam kwiatostany róży i nabiłam je na kawałek znalezionego drutu. Do do tego tasiemka, która leżała w szufladzie i wianuszek gotowy.







Wybrałam się do ogrodu by zrobić kilka dekoracji. Mój mały pomocnik już się zbliża....



Moje cynkowe doniczki wypełniłam gazetami , na to mech i różności czyli szyszki, jabłka, jesienne listki, orzechy itd.





Ułożyłam dekoracje na ławce, zrobiłam kilka fotek i....

  ......
......i przyszedł pomocnik.



Najpierw zadecydował,że jabłek jest zbyt dużo.


Potem przestawił szyszki i dołożył inne jabłko.

Skoro dziecku pasuje - robię kolejne fotki.



Dla mnie było już ok , ale Bartek stwierdził,że świeczka jest zbyteczna.


Potem wyrzucił jabłko.


Owoce dzikiej róży też są zbyteczne.



No ok będzie bez świeczek.



Ale doszliśmy do porozumienia i świeczki zostały do zdjęć;-))



Jak tylko zrobiłam zdjęcia cała kompozycja została przerobiona.


A jabłko został zjedzone,.





Było bardzo kwaśne ale co tam. Bartek je wcina.




Te małe jabłuszka zostały wciśnięte w szpary między deskami.


Inne ułożył na trawie.


Dziecko od małego uwielbia naturę. Zbiera listki , patyczki- ma to po mamie.
A ręce takie brudne... ale dziecko szczęśliwe.



A na koniec mój podwórkowiec w całej klasie. Brudasek, który pomaga mamie w dekoracjach. A jak Wy sobie radzicie gdy macie malutkie dziecko i chcecie coś udekorować. Pozwalacie dzieciom bawić się z Wami. Czy raczej przeszkadzają? Ja lubię takie zabawy. Trochę bałaganu więcej ale ile radości. 
Życzę Wam miłego dnia i dziękuję,że dotrwaliście do końca. Mam nadzieję,że było warto. 
Buziaki