niedziela, 7 sierpnia 2016

Lato w ogrodzie





Czasami myślę,że czas płynie zbyt szybko. Cała praca, obowiązki domowe, ogród, małe i duże dziecko;-) oraz moje szalone pomysły pochłaniają cały mój czas wolny. I nawet nie wiedziałam,że aż tak dużo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. Zdjęcia już miałam , ale napisać kilka słów i wszystko jakoś sensownie ułożyć przerosło moje możliwości czasowe. Przepraszam , już jestem i mam kolejny bardzo długi post. Myślę ,że się Wam spodoba. Letni, błękitny, bardzo wakacyjny.
Zaczynamy. Ruszamy z miejsca na naszej werandzie. I znów tylko detale , bo czasowo nie dałam rady.
Robię dużą kawę i zapraszam na bloga





Weranda zrobiła się bardzo marynistyczna. Białe i niebieskie dodatki , muszle,świece, nawet niebieskie kalosze gotowe, by poparadować po ogrodzie.


Białe rozgwiazdy robiliśmy z masy plastycznej. Wyszły bardzo fajnie. Planowo mają zawisnąć na wianku.

Ta żółta rozgwiazda została przywieziona znad morza. Oparłam ją o lampion z pobielonych patyczków. Lampion kupiłam w bardzo naturalnym kolorze i sama pomalowałam na biało. Jakoś bardziej pasuje mi w bieli. Ostatnio nawet wybrałam się nad rzekę i przyniosłam całą siatę białych kamieni i patyków. Piękne. Coś z nimi jeszcze wymyślę , ale opowiem ile stresu przy tym miałam. Wiecie,że mieszkamy na dwa kraje i teraz jeszcze parę dni będziemy w Niemczech. I tu właśnie nad piękną, górską rzeką Isar, gdzie są owe patyki i piękne białe kamienie

 spędziłam ostatnio bardzo stresujące popołudnie. Odebrałam młodego z przedszkola i z wielką torbą i przekąskami pojechaliśmy nad rzekę. Doszliśmy na plażę i tam siedziało trzech golasów. Sami faceci. No dobra, siedzą po bokach , to ja klapki na oczy i maszeruję nad rzekę. Oni leżeli na słońcu. Tu w Niemczech , tzn na Bawarii to całkiem normalne. No i zbieram te patyki, młody rzuca kamienie do rzeki, aż kątem oka widzę jeden z golasów zbliża się w moją stronę. Odchodzę , a tu z drugiej strony idzie kolejny, potem jeszcze jeden z lasu i tak coraz więcej....Serce mi wali, z jednej strony rzeka, z drugiej kawał lasu do przejścia ... Stres. Zabieram kamienie, Bartek wyje, bo chce zostać, targam wór kamieni, bo nie oddam, o nie. Bartka na rękach, ten wyje w niebogłosy,że chce wracać. Serce mi bije , wchodzę do lasu, a tu jeden pan idzie w moim kierunku. Ja dałam dyla na bok i tu straciłam pojęcie gdzie jestem. Bo ten lasek niby mały ale jakiś skomplikowany . Już kiedyś z Arkiem się tam pogubiliśmy. Bartek płakał, nie mógł stać na nogach bo ma ałci- czytaj bolą go nogi. Siatka z kamieniami wcina mi się w palce. Jakoś dotarłam do głównej drogi, potem kawał szłam poboczem do auta. Dobrze,że była linia przy poboczu i Bartek zdecydował się po niej iść. Wsiedliśmy do auta. Serce mi biło jak szalone, a pot lał się po czole. To był największy stres jaki przeżyłam ostatnimi czasy , ale się bałammmmm. Od Arka się nasłuchałam,że już nigdy i nigdy sama i nigdy bez niego!!!!Nawet nie musiał mi tego tłumaczyć wiem już nigdy sama!!
Ale patyki i kamienie doniosłam. Co prawda ręce mnie dwa dni bolały , ale za to zrobię coś fajnego.

Wracamy na werandę.








Pasiasty kubeczek i serwetka znanej firmy GG , które uwielbiam za mój ukochany niebieski kolor.A drewniane podkładki i deseczka od Regalii. Mam je zawsze pod ręką.






Jak jeść w lecie to tylko na zewnątrz i najlepiej na pasujących talerzach. Lubię mieszać desenie , ale staram się by były tego samego koloru. No i uwielbiam niebieski. Ale o tym wiecie.










Lubię mieć wszystko pod ręką i moja półeczka sprawdza się idealnie jako podręczny organizer. Tu w wersji niebieskiej , czyli kwiatki, gwiazdki, paski , kratki ale wszystko gra;-)


















Nasza weranda zrobiona na podstawie starego zdjęcia jest jednym z najważniejszych miejsc w naszym domu. Powstała ze starych belek, które kupiłam w Regalii, jak ktoś potrzebuje link na samej górze. Polecam , bo warto. Do kompletu zawiesiliśmy piękny wieszak ze stuletniego drewna z cudownymi okuciami. Też Regalia;-). Mam tyle pięknych rzeczy  z tej firmy,że chyba muszę napisać oddzielny post:-)). Na wieszaku lenie klimaty. Lampion, rybki, niebieski szal.








A teraz idziemy na plażę. Tak na plażę w naszym ogrodzie . Z prawdziwym, morskim piaskiem;-)


Mała oliwka przywołuje morskie klimaty, a kosz plażowy ....;-)
Ten kosz plażowy znalazłam na ulicy. Na zwykłej bocznej ulicy , gdy wracałam z przedszkola. Ktoś go wystawił. Zabrałam bo fajny, pomyślałam tylko szkoda, bo niebieski. I tak stał dwa lata w ogródku w Niemczech. Potem rozebraliśmy go na części i przyjechał do Barda. Zajął właściwe miejsce. 




A ,że jest niebieski, cieszy mnie to bardzo, bo w ogrodzie mam bardzo dużo niebieskiego. Powiem Wam szczerze, kocham to miejsce i biegnę co chwilę posiedzieć na plaży.


Inspiracją była plaża w Rudze. Pamiętacie, pokazywałam rok temu.



Wtedy to pojechałam nad morze z ogromną puszką Bardzkich pierników od Magdy i fotografowałam je na plaży o wschodzie słońca. Dziś mam swoją plażę i mogę tu fotografować pierniki od Magdy. Macie ochotę na letnie pierniczki? Link na FB Magda. Magda upiecze i polukruje wszystko co tylko sobie wymyślicie. Robi cuda z pierników.













Nie mogło zabraknąć mewy na kołku. Mewa leżała 10 lat w piwnicy i się doczekała. Nie mogło zabraknąć marynistycznej girlandy, donic z lawendą ( też przytargałam z wystawki). Girlandę i inne marynistyczne dodatki, które zaraz zobaczycie uszyła mi Marta. Ale to za chwilkę.



Krzesło podkradłam Arkowi z warsztatu. Pomalowałam na biało i już je uwielbiam. Do tego słój od babci Heli, trochę piasku, muszle. I mam wakacje w ogrodzie.





Kolorowe muszelki to Bartkowe zabawiacze. Układa, sortuje, rozrzuca. Jednym słowem uwielbia.


Do rzeki mam powiedzmy ok 20 m , do oceanu trochę ;-) dużo ale napis ocean jak najbardziej na miejscu. No i konik morski od Marty. Gwiazdki zresztą też. Uwielbiam takie dodatki.



Chwilka przerwy. Kawałek ciasta, kawa i lecimy dalej.





I malutki spacer po bylinowej rabacie.






























I jesteśmy znów na plaży.












Ile razy można fotografować stary słój??? Ja mogę 100 razy;-)


I klimaty w niebieskościach.






A gdy zrobi się gorąco, chowamy się w cieniu drzew .



Skubiemy wisienki. Położyłam na poduszce dosłownie na sekundę. Zrobiłam zdjęcie i zabrałam. Ale nie mogłam się powstrzymać, bo poduchy są cudowne. GG.




Zmęczony odpoczywa, po dniu na plaży. Kura obowiązkowo zawsze pod ręką. Kasia szyje takie cudowne przytulanki. Bartek ją kocha. To znaczy kurę i Kasię, mamę kury;-). Link do Kasi Kaja















Tak skaczę po całym ogrodzie by Was nie zanudzić tym słoikiem;-0



 






















Odpoczynek w cieniu drzew.



























I znów przerwa na kawę. Zapraszam do kuchni.
















Nic nie piszę bo znacie to już. Jakby kto nie wiedział to to nasza lampa;-)















To co po kawie idziemy na plaże. Zabieramy zimne napoje i zapraszamy.










Zeby nie było,że całymi dniami siedzę na plaży. Też pracuję w ogrodzie;-)



Teraz będzie 100 zdjęć z butelkami hi hi




Te są nieco inne , dołożyłam kokosa.He He


Bo moja plaża jest nie tyko moja. Takie małe 3 letnie plącze się pod nogami.






















Arek otwiera kokosa. I zonk. Sok wyparował ze starości. Szkoda. Ostatnio kupiliśmy i był świeży. Ten został wykorzystany tylko do zdjęć.





Można ciągnąć a tam nic...




Pusty kokos, to nalałam sobie wody. Chciałam mieć popołudnie na plaży z kokosem w ręce. Drinki kokosowe były wieczorem. Oj bolała nas głowa;-). Ale miło było posiedzieć na nocnej plaży w towarzystwie męża.





No i zaczynamy temat zdolnej Marty. Marta z galerii. Zdolna kobitka pokazuje jak uszyć sobie to i owo. Kurs obrazkowy. Marta










































































A na koniec lody jagodowe i lawendowe wspomnienie. A ja uciekam. Ściskam Kaśka