niedziela, 16 lipca 2017

Sielski ogród i syrop różany



Dzień dobry w słoneczny, niedzielny poranek. Piękna słoneczna niedziela kusi do spacerów po łąkach i podziwiania ogrodów. Często zaglądam do prywatnych ogrodów i podziwiam oryginalne pomysły na dekoracje, kwieciste rabaty i piękne drzewa.To że kocham ogród ,  kwiaty  to wiecie od dawna. Uwielbiam też robić przetwory i różne dekoracje , a na koniec z ogromną pasją to fotografuję. 
Dziś obudziłam się i mimo niedzieli kusi mnie worek cementu i piasku, które kupiłam w piątek bo wymyśliłam sobie betonowe muszle i kamienne świece. Tak ,tak forma już czeka ale najpierw zaległe pomysły.

Pamiętam by obcinać róże i wiem,że systematyczne obcinanie przekwitniętych kwiatów pobudza je do kwitnienia. Więc ciach ciach. Najlepiej ostrym sekatorem i przeznaczonym tylko do róż. Ja mam taki kobiecy od Garden Girl. Bardzo ostry i śliczny. Ale nadaje się każdy bardzo  ostry. 
Z płatków róż robię zapachowy susz do świec, dodaję do soli kąpielowej, lub miksuję z solą i oliwą, robię kule i mrożę. To mój zimowy peeling o zapachu różanej rabaty.
Z pączków róż robię małe wianuszki na bazie cienkiego drutu. Ale ostatnio czerwone róże zakwitły tak intensywnie,że postanowiłam zrobić syrop różany. Zebrałam płatki róż w momencie gdy już prawie opadają. Zbieram w suche dni przed południem.


  






SYROP RÓŻANY 

6 dużych kubków pełnych  płatków różanych
600ml wody
750 g cukru
1 łyżka kwasku cytrynowego

Wodę gotujemy . Do gotującej się wody dodajemy dwa kubki płatków i mieszamy, znów dodajemy 2 kubki płatków i dociskamy łyżką, i znów kolejne dwa kubki płatków. Odstawiamy by woda pięknie się zabarwiła. Płatki dodaję na raty bo gdy dodałam za jednym razem to woda różana była jaśniejsza. 
Następnie odcedzamy płatki, dosypujemy cukier , kwasek i gotujemy do momentu gdy cukier się rozpuści. 
Gorący syrop wlewamy do butelek, odwracamy do góry dnem i czekamy aż wystygnie.
Gotowy syrop ma piękny kolor. Dodaję go do wody z lodem i sokiem z cytryny. Sok z cytryny nadaje mu smaku i powoduje ,że napój robi się intensywnie różowy. 
Polecam wypróbować. Używam wszystkich róż, ważne by były intensywnie czerwone lub różowe i najlepiej bardzo pachnące.















Uwielbiam nagietki i nawet teraz wysiałam już kilejne nowe odmiany na rabatce. Zebrałam dwie garście nagietkowych pączków i garść kwiatków ogórecznika.
Lekko podsuszyłam i ....




posypałam nimi chleb przed pieczeniem. Pięknie wyglada. To mój pierwszy chleb na zakwasie , który dokarmiałam jak niemowlę z zegarkiem w ręku. Oj to było wyzwanie bo ja do tych co żyją na czas nie należę i ciągle zapaminałam o zakwasie. Ale udało się i chleb wyszedł/ Ale mistrzynią w wypieku  chleba jest Ilonka z klik
Gdy Ilonka nas odwiedziła z rodziną  w prezencie przywiozła dwa chlebki . Chlebki były pięknie zapakowane , a smak był wspaniały. Mój chleb jest pyszny, ale Ilonkę poproszę o jej przepis;-)
 A gotowy chlebek zjedliśmy z serkiem i płatkami kwiatów.
Podziwiam mojego Arka,że z radością je wszystkie moje kwiatowe propozycje;-)





 A jak ktoś ma w ogrodzie lub na łące maki to polecam zbierać i tworzyć wianki. Ja robiłam z zielonych makówek i jestem zachwycona.


Wianek zrobiłam prosto bo na bazie koła z pianki florystycznej. Wbiłam tylko makówki i tyle. Trzeba pamiętać by taki wianek położyć w suchym miejscu albo w słoneczne dni suszyć na słońcu. Wianek musi się wysuszyć , inaczej zapleśnieje. Można oczywiście zrobić z wysuszonych makówek, ale z zielonych jest wyjątkowo piękny, a potem i tak wyschnie. Mój planuję  późną jesienią pomalować na biało . 

 Lawenda pięknie kwitnie i często zbieram jej kwiatki. Robię małe bukieciki i wieszam przy łóżku. Potem się złoszczę ,że obsypują mi się te kwiatuszki ale warto wieszać je dla tego boskiego zapachu. Zrobiłam cukier lawendowy i peeling z solą , cukrem i olejem kokosowym. Teraz po głowie chodzą mi kule do kąpieli. Ale nie wszystko od razu.
Tak bardzo lubię lawendowy kolor,że Bartkowi zrobiłam lawendową ciastolinę. Był zachwycony i lepi i lepi.




W ogrodzie mieliśmy piękne clematisy i piwonie. Arek zrobił mi całą sesję zdjęciową z gadżetami Garden Girl. Bardzo lubię te fajne spodnie, koszulki i rękawice, a kapelusz jest moim numerem jeden i jako ambasadorka Garden Girl noszę go z dumą.














Zresztą wszyskie gadżety intensywnie użytkuję i testuję w ogrodzie. Ale czuję się bardzo kobieco i elegancko. To nie to samo co stare jeansy i wyciągnięta koszulka.



















Truskawki uwielbiam ale w tym roku było ich mało w naszym ogrodzie. Szkoda.














Pamiętam jak powstała nasza weranda. Było tu bardzo pusto. Dziś samo kwiecie. Ogromne pnącza i hortensje. Jestem bardzo dumna i prze ....szczęśliwa;-) w naszym ogrodzie. A praca tu to sama przyjemność. Ale pracy jest bardzo dużo.









I trochę wiejskich inspiracji. Natura i stare emaliowane naczynia. 










Lubię kamienie i właśnie obmyślam jak zrobić betonowe kamienie - świeczniki. Bardzo często chodzą mi po głowie i już mam pewien pomysł;-)
























A mój automatyczny system nawadniania spisuje się świetnie. Podlewa wszystko i wszędzie, a w przedszkolu jest małym ogrodnikiem i ciągle biega z konewką . A stojące w donicach kwiatki ogląda i pyta- mama weźniemy do domu? Kupimy takie też?






Ziołowy ogród w klasztorze. Uwielbiam to zaciszne miejsce.













Znudzony Bartek dzielnie spaceruje po klasztornym ogrodzie.


























I jeszcze fotka z naszego sklepiku Kredens babci Heli




Piwonie już przekwitły ale na zdjęciach zatrzymałam te piękne chwile;-)




A pomidorki i sałata z ogrodu zawsze smakują najlepiej.
Kochani pięknej niedzieli i do następnego razu. 
Kasia