środa, 3 czerwca 2015

Tacka z desek i letnie ciasteczka od Magdy



Pogoda dopisuje. Nareszcie zrobiło się ciepło i sucho;-). Ogród zachwyca różnymi odcieniami fioletów i błękitów. To właśnie one są inspiracją do pieczenia kolorowych ciasteczek. Ostatni fioletowy post został usunięty, bo... ale o tym innym razem. Ten jest też fioletowy , choć nieco inny. 


Ciasteczka , a dokładniej letnie pierniczki upiekła dla mnie Magda. I powiem Wam ,że zawsze myślałam ,że pierniczki są zimowymi przysmakami. Ale od kiedy Magda robi je w różnych odcieniach tęczy- uważam,że pasują do każdej pory roku. Jak miło usiąść w upalny dzień z kubkiem mrożonej kawy i lawendowym pierniczkiem. 


A pierniczkowe motylki są idealną dekoracją letniego przyjęcia. Można upiec je z małą dziurką i powiesić nad stołem. Można położyć na serwetce dla gości, albo na ozdobnej paterze. Pasują wszędzie i do wszystkiego. No i najbardziej do kolorów w moim ogrodzie- clematisy, orliki, barwinki, niezapominajki, lawenda.....




Kolor fioletowy, którego wcześniej nie tolerowałam- jest dla mnie kolorem początku lata. I właśnie od pewnego czasu fiolet króluje w mojej altance. Nawet kupiłam ostatnio bawełniane ściereczki i małego motylka z tkaniny. Oczywiście w różnych odcieniach letniego ogrodu.














Uwielbiam orliki , są dla mnie wspomnieniem z babcinego ogrodu. U babci Heli wysiewały się same i rosły wszędzie tam gdzie babcia ich nie chciała. Pamiętam jak przesadzałam je do mojego ogrodu. Takie malutkie roślinki , podwiązane do patyczków. Teraz pięknie się rozrosły i nareszcie jest jak u babci.





I jeszcze więcej piernikowych fotek. Zdolna ta Magda. Podziwiam ją za cierpliwość i pewną rękę. Ja zdecydowanie wolę grubsze roboty. Może i jestem cierpliwa, ale do wykonania takiej ilości perfekcyjnych pierniczków to tej cierpliwości mi nie starcza.





















A tak spacerując sobie z Bartkiem , zbieram wszystko co ładne. Koniczynka w  wianuszku prezentuje się bardzo dostojnie. Szybko się plecie taki wianuszek i naprawdę wytrzymuje na długo.



Zwykłe chwasty z łąki stają się piękną dekoracją letniego stołu.











Takie drobne , zwykłe rzeczy znalezione na łące , gdzieś przy płocie u sąsiada- a dają tyle radości. W dekorowaniu domu najbardziej lubię te proste skarby z natury. Wiem,że często sypią się liście, za kilka dni znów trzeba wstawić coś nowego, umyć wazonik ale to jest w tym takie fajne. Jak widzę przekwitnięte kwiaty w wazonie to cieszę się na następne. Biegnę do ogrodu i zbieram coś nowego. Wyciągam zwykłe słoiki i jeden staje się flakonikiem , inny lampionem. 







Pamiętacie betonowy wianek z poprzedniego posta? Pięknie porastają go skalniaczki. W pełnym słońcu jest mu bardzo dobrze.Nawet zapominam o podlewaniu, a one rosną i rosną. Nagietki same się wysiały. Ciekawe czy zakwitną?



Ostatnio za domem znalazłam starą deskę. Była brzydka i mokra. Jakoś mi się spodobała i postanowiłam ją wysuszyć. Gdy już podeschła , zrobiłam z niej trzy deski. Inną deskę podzieliłam na dwie części i dokręciłam od spodu. Lekko zeszlifowałam , ale naprawdę lekko , bo nie chciałam zeszlifować całej patyny.



Na takiej desce robiłam zdjęcia . Była fajnym tłem do ciasteczek, świeczek ...ale....

 przy okazji pieczenia , kupiłam takie koronkowe podkładki pod ciasto i.... wpadł mi do głowy pomysł by...


... zrobić tacę z koronką. Dokupiłam uchwyty do mebli, koronkową podkładkę położyłam na deskach i pomalowałam niedbale prawie suchym pędzlem.



Tadammm. Bardzo mi się spodobało.


Dokręciłam uchwyty , podmalowałam na biało i gotowe.


Zwykłe deski stały się cudownym letnim przydasiem. Teraz pora na kawę i pierniczka. Życzę Wam miłego dnia i samych cudownych chwil na świeżym powietrzu.






Z domu pod brzozą...do domu pod dębem...Bardo Piotry

  To był taki ciepły początek września 2024. Razem z moją koleżanką ,  Kingą z Greenmorning robiłyśmy sesję słonecznikową do Werandy Country...