piątek, 7 października 2011

Ogrodowe zmiany- czyli podkłady kolejowe i wielkie przesadzanie.




Mój ogród zmienia się z miesiąca na miesiąc. W głowie rodzą się pomysły, potrafię wstać w nocy i coś naszkicować, podpatruję niemieckie ogrody.
Ciągle dosadzam kwiaty. Ciągle przesadzam te które się pięknie rozrosły.
A wszystko rośnie i rośnie , a ja przerażona patrzę jak kończy mi się miejsce w ogrodzie.
Bardzo chcę stworzyć takie małe , tematyczne ogrody.
Ostatnio powstał ogród irlandzki z trawami ozdobnymi. Do założenia tego ogrodu zmotywował mnie Arek, który bardzo dużo opowiadał mi o irlandzkiej naturze i pięknych trawach.
Patryk bardzo lubi róże , szczególnie te w niebieskich odcieniach. To dla niego powstaje ogród różany z lawendą.
Ja kocham wiejskie ogrody więc mam swój ukochany ogród bylinowy.
Przed domem jest mała skarpa, którą porastają funkie, żurawki i pierisy.
Przednia ściana budynku została obsadzona glicynią, pnącymi różami i clematisami.
Przy drewnianych schodach na werandę pięknie rozrastają się hortensje.
Jest też wiosenny ogród pod brzozą.
Leśny ogród z wrzosowiskiem i oczywiście ogród warzywny. Warzywniak w formie wysokiej, wczesnej grządki, normalnych grządek oraz foliak.
Ostatnio śnię po nocach o tym,żeby mój sąsiad sprzedał mi górę domu wraz z jego częścią ogrodu.
Oj wtedy będę miała pole do popisu. Przerobię ten mały balkon z prętów na drewniany w stylu mojej werandy. Balkon dostanie dwa łańcuchy , które będą ozdobą i wzmocnieniem. Posadzę tam czerwone pelargonie. Zamówię kilka okiennic , a Arek zrobi malunki przy oknach.
W ogrodzie po stronie sąsiada będzie mały sad z hamakiem. Powstanie gril i stanie wóz Drzymały.
Wyremontujemy cały dom. Udekorujemy starymi mebelkami, które grzecznie czekają na swój wielki dzień.
Zrobię jeszcze tysiące rzeczy, żeby tylko mi mój sąsiad sprzedał.
No cóż za marzenia nie karają. Pomarzyć zawsze można więc może kiedyś...ciągle mam nadzieję. Nazwę wtedy nasz dom " Bartek" od imienia Pana , który tu kiedyś mieszkał.
Wracam na ziemię i pokazuję mój ogród.












Kącik wypoczynkowy. Miejsce zaciszne i bardzo wypoczynkowe. Leżaczki znalazłam gdzieś tam , przywiozłam , a Arek je naprawił i naoliwił.




Koty w ogrodzie. Biała jest nasza, a szara to Balbina od sąsiadów. Też prawie nasza.
A tu punkt programu. Podkłady kolejowe. Kupiłam je na starej stacji kolejowej w ilości sztuk 50. Janek , człowiek orkiestra i moja wielka pomoc ,pociął podkłady na sztuki wielkości 30 - 40 cm.



Tu wstępnie ułożyliśmy podkłady przy drodze w ogrodzie. Droga jest za domem i prowadzi nad rzekę.
Przy bramie rosną dwie wierzby, które połączymy ze sobą by stworzyły łuk. Droga zostanie obsypana żwirkiem. Ale to na wiosnę bo tyle żwirku to spory wydatek, a teraz przed zimą są ważniejsze sprawy np nowe drzwi i okno na werandzie oraz gont drewniany ale o tym innym razem bo stolarz narazie pracuje. Dziadek się śmieje że na drewnie z którego powstaną gonty to jeszcze ptaszki śpiewają hi hi. Stolarz nadworny jest człowiekiem bardzo spokojnym i na wszystko ma czas. Ponoć do końca października będzie gotowe...
 Droga  obecnie jest utwardzona tłuczniem. Niestety rosną na niej chwasty. Przed wyjazdem do Niemiec opryskuję drogę środkiem na chwasty, a gdy wracam mam już świeże małe chwasty. No cóż - natura.

Podkłady już się wyśmierdziały i zostaną naoliwione. Stoją sobie na podsypce z gotowej zaprawy cementowej. Wszystkie są bardzo stabilne. Sama  kopałam rowki , rozsypywałam zaprawę i układałam podkłady. Gdy wieczorem zamykałam oczy widziałam tylko podkłady kolejowe, no czasami też porąbane drewno.

 Mała zatoczka z ławeczką pod orzechem. Orzecha nie ma na zdjęciu- zapomniałam o nim. Orzech został posadzony własnoręcznie i ma przeszło 2 metry.
W ogrodzie pracują też pszczoły. Obecnie jest ich bardzo dużo. Zbierają nektar z astrów jesiennych.




Rajskie jabłuszka pięknie dojrzewają



 Fotka z ogrodu traw ozdobnych, niestety robiona w samo południe przy bardzo ostrym słońcu.






Na koniec winogron z mojego ogrodu. może jest go bardzo mało , bo majowe śniegi dały mu nieźle popalić ale za to jaki duży i słodki.
Życzę wszystkim miłego popołudnia i bardzo dziękuję za miłe komentarze.

wtorek, 4 października 2011

L jak Lidzia czyli o nowej mieszkance Domu pod brzozą

Przedstwaiam Wam nową mieszkankę naszego domu - Lidzię, Lidkę , Koteczkę...
Arek tylko raz pokazał nam tą malutką kotkę przez skypa i spytał: A może weźmiemy sobie takiego małego koteczka? Zachwycony Patryk wołał tak, tak weźmy ją.
Jednym spojrzeniem kupiła nasze serca i od piątku należy do naszej rodziny pod brzozą.
Jest śliczna i urocza. Chodzi na spacer jak piesek. Bardzo lubi wodę i uwielbia mruczeć.
Szczególnie gdy Arek ją głaska to wydaje odgłosy podobne do gruchającego gołębia.
W sobotę zabraliśmy kotka na spacer do lasu. Biegała po mchu i drzewach. Nie bała się niczego.
Malutkim noskiem obwąchiwała znalezione grzyby.

 Zachwycony Arek cały czas tulił do siebie maleńką Lidzię. Woła ją tak słodko- Lideczko , kochanie , a ona biegnie jak szalona.


 Po długim spacerze Lideczka padała z nóg. Położyła się miedzy nami na kocyku pod lasem i grzecznie spała. Tylne nóżki  wesoło nazywam" ciopkami" , są takie słodkie i różowe.
 Chciałam nazrywać trochę trawek na suche bukiety , a maleńka Lidzia ciągle wchodziła po mojej nodze i siadała mi na ramieniu.
Uciechy mamy z tej małej maskotki, bo starsze kotki bardzo się jej boją. Ostatnio Niunia zobaczyła małą Lidkę i tak się jej wystraszyła,że wskoczyła na okno i zawisła na małej zasłonce. Mamy już czarną, białą , a teraz jeszcze beżową kotkę. No myszy to u nas już nikt nie zobaczy.
Pozdrawiam  bardzo słonecznie.


Wrzosowisko i Maxowe trociny w ogrodzie

 Wczesną wiosną posadziłam w ogrodzie wrzosy. Przygotowałam odpowiednio ziemię, kupiłam szczepionkę do wrzosów. Ziemię obsypałam korą. Całe lato wraz z moją mamą podlewałam wrzosowisko. Dołożyłam kilka pieńków i oto efekty mojej pracy.
Wrzosy kwitną intensywnie. Przyciągają oko każdego przechodnia.
Kilka dni temu przywiozłam od znajomych z Niemiec Marii i Maxa kilka worków mielonego drewna. To właśnie mielone , jasne drewno wysypałam między wrzosami. Powstał fajny kontrast między świeżą zielenią wrzosowych gałązek, wrzosowego kwiecia i jasnego drewna.










Myślę,że powiedzenia "kto z kim przystaje takim się staje " ma coś w sobie. Arek zaraził się miłością do staroci , klamotów i innych dziwnych pomysłów. Teraz sam wozi w osobowym samochodzie worki z mielonymi trocinami . Dostał je od Maxa i Marii. Załadował do Mercedesa A klasy!!!!- po sam dach. Następnie przywiózł do mnie. Ja zapakowałam worki do Nissana kombi, potocznie zwanego nyską i przywiozłam do Polski. Oczywiście jako kolekcjonerka wszystkiego co może się jeszcze przydać , do Polski pojechałam autem zapakowanym po sam dach. Nawet coś tam widziałam we wstecznym lusterku.Hi hi
Moje wielkie worki z mielonym drewnem rozsypałam także pod tujowym żywopłotem. Wcześniej leżała tam kora.


Teraz jest fajnie i jakoś tak wszystko się rozświetliło.

 Ponoć borsuki w tym roku bardzo utyły, co oznacza ,że zbierają sadełko na długą i ostrą zimę. Skoro pan leśniczy tak powiada to coś w tym musi być. Szybko zamówiłam drewno na opał. Mam opałowe zapasy na dwie ostre zimy , więc jestem już spokojna. Zapasy w nagromadzonym sadełku widać też u mnie i u Arka. Hi hi Coś w tym jest. Dlatego przed okresem zimowym kiedy to zajada się człowiek chlebkiem ze smalcem i kiszonym ogórkiem z domowej spiżarni , postanowiliśmy zrobić sobie dietkę jogurtowo truskawkową. Do tego ruch na świeżym powietrzu i już człowiekowi lżej. A borsuki niech sobie dalej tyją.