poniedziałek, 9 kwietnia 2012

...i mokrego dyngusa

Witam świątecznie.


Mamy piękny ,świąteczny poranek, kiedy to wreszcie człowiek może sobie odpocząć. Leniuchuję w łóżku z laptopem na kolanach i piszę świątecznego posta. W domu cisza. Arek z zainteresowaniem czyta nowy numer Digital Camery i od czasu do czasu opowiada o nowo zamówionym obiektywie do aparatu, który będzie robił NIESAMOWITE zdjęcia na bloga. HURA HURA.
Patryk jeszcze śpi ... z moim laptopem... Dlaczego mój nastoletni syn nie widzi świata poza komputerem??????
Co za czasy ,że dzieci i młodzież nie biegają z wiadrami pełnymi wody po ulicach w śmigusa dyngusa. Ja w jego wieku...... no cóż teraz są inne czasy.
Ale z samego rana Arek zrobił nam śmigusową pobudkę. Oczywiście się zrewanżowałam hi hi
Koty śpią, słoneczko świeci , a na dworze mróz -4 stopnie C. Moje biedne ogórki w szklarni!!! Wczoraj wieczorem nie chciało mi się już iść do szklarni by postawić kilka zapalonych świeczek, które by minimalnie podniosły temperaturę w szklarni. Liczyłam,że mrozu nie będzie. A jednak.
W nowej studni jest już woda i dziś rano na jej powierzchni był bardzo gruby lód. Arek w obawie przed zniszczeniem studni, rozbijał go rękami. Hi hi biegał w ręczniku po ogrodzie i chlapał się zimną wodą dla zahartowania.
Ale wracając do świąt. Świąteczne śniadanie było u nas w domu. Było rodzinne i klimatycznie. Był żurek, biała kiełbasa, sałatki i różne jajka. Upiekłam świąteczną babę drożdżową, mazurek z przepisu mojej babci Heli, dwa makowce, a moja mama najlepszy sernik na świecie.
W sobotę zrobiłam sałatkę z pory. Coś nie mogłam jej doprawić , coś jej brakowało??? Przyszła moja mama więc pytam: Spróbuj tej sałatki bo coś jej brakuje. A mama na to: A to ta z pieczarek? A ja: No jasne, zapomniałam dodać pieczarek!!!!
I oczywiście dodałam pieczarki i było już wszystko ok z tą sałatką.
I kilka świątecznych fotek.













Ale tak to jest jak człowiek wraca na ostatnią chwilę do domu.
Przyjechaliśmy w piątek w południe. Trzeba było zrobić zakupy , posadzić w oknach niebieskie bratki, a uwierzcie, że było ich bardzo dużo. Musieliśmy powiesić jajka na brzozie, udekorować dom i ogród. Upiec, ugotować, umyć meble ogrodowe, samochód, posadzić warzywa w szklarni, dokończyć studnię i ogarnąć dom. A najlepsze było w sobotę rano. Zaraz po przebudzeniu rozmawialiśmy z Arkiem ile to trzeba zrobić, jak mało czasu, kiedy się wyrobimy...., a potem prawie dwie godziny spędziliśmy w zaciszu naszej werandy na czytaniu ulubionych gazet. Ja czytałam werandę country , Arek digital camerę i prowadziliśmy ciekawe rozmowy na pokrewne tematy. W szlafrokach piliśmy sobie kawę i herbatkę, słonko świeciło i było cudownie.
Potem pełni energii z perfekcyjnie zaplanowanym czasem ruszyliśmy do pracy i... zrobiliśmy wszystko co było zaplanowane , a nawet wiele więcej. Powstał nawet pieniek na rowery, jak w ostatnim poście. Kochany dziadziu Wiesiu załatwił nam idealny pieniek , a Arek w ekspresowym tempie przykręcił do niego uchwyty na rowery. Jest super ale zdjęcia zrobimy po świętach. No chyba ,że Arek zrobi dziś kilka fotek.
Pozdrawiam świątecznie.

3 komentarze:

  1. Bosko u Ciebie. Klimat Twojego domku mnie zawsze urzeka.

    Pozdrawiam

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie ubrany stół, te zające rewelacyjne.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz ;-)
Pozdrawiam Kaśka