poniedziałek, 8 listopada 2010

Historia pewnej werandy



Dom pod brzozą był spełnieniem mojego marzenia. Dokładnie wiedziałam jak będzie wyglądał. Od samego początku znałam na pamięć wszystkie wymiary pomieszczeń, wielkość okien, szerokość drzwi.
Wiedziałam, że będzie miał okiennice i uroczą werandę.I to właśnie o niej chcę Wam dziś napisać.
Jako pierwsze zdjęcie wkleję to, które przedstawia stan werandy z 2007 roku.
W sierpniu kupiłam wreszcie stare, rustykalne belki na dach werandy.
Cóż to była za radość huraaaa stawiamy werandę. Mój "nadworny"stolarz postwił drewnianą konstrukcję mojego projektu.Oczywiście belki były ręcznie cięte i ciosane. Żadnych nowych "błyskotek"w postaci błyszczących wkrętów i gwoździ.
Moja radość była tak wielka ,że każdego dnia gdy stolarze skończyli pracę, na werandę wnosiłam stół, fotele, poduszki i kwiaty.Jako pierwsza na werandzie zajmowała miejsce biała kotka Mizia.
 Siadaliśmy z synem i rozkoszowaliśmy się herbatką na świeżym powietrzu. To nic, że weranda była tylko konstrukcją z belek bez dachu i na głowę kapało.Ale już szumnie nazywaliśmy ją werandą.


Jedynie mój urokliwy labrador Pedi nie chciał zaakceptować belek, które zasłaniały mu widok i ku mojemu niezadowoleniu gryzł i drapał moje drogocenne belki.
Każdego ranka piłam kawę siedząc w wygodnym fotelu na ukochanej werandzie. Poranne promienie słońca ach cudowne chwile. Jednak ta sielanka trwała krótko, tylko do przyjazdu stolarzy, którzy z politowaniem patrzyli jak w piżamie biegam po drabinie i wynoszę meble i kwiaty.

Gdy konstrukcja była już gotowa postanowiłam posadzić pnącza i hortensje.
 Po lewej stronie posadziłam sporą glicynię, która ukryta gdzieś w ogrodzie , od trzech lat czekała na ten moment.Posadziłam też milin i wiciokrzew.Ze zdobycznych piaskowców ułożyłam 2 rabatki.Posadziłam tam moją kolekcję hortensji, które sama zaszczepiłam.. Hortensje wyglądają bardzo ładnie, natomiast glicynia została skrócona do wysokości pola widzenia mojego psa. Pedi obgryzł zbędne pędy, które zasłaniały mu widok. No cóż glicynię trzeba przycinać.
Następnym punktem było nabicie podbitki i położenie papy.Oczywiście stolarz spisał się znakomicie. Nabił też piękne,świerkowe dechy.
Teraz wszystko czeka sobie do wiosny, kiedy to założymy schody i dachówkę karpiówkę. Jak wszystko będzie gotowe, zabezpieczę drewno olejem.

W tym roku udekoruję werandę lampkami, gałązkami i szyszkami, które już się suszą.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego bloga. Mam nadzieję,że spodoba się Wam w domu pod brzozą.
Specjalnie dla Was kwitki z mojego ogrodu od mojej słodkiej małej kuzynki Ewy

3 komentarze:

  1. Weranda, to najpiękniejsze miejsce w domu :) zazdroszczę,że możesz się nią cieszyć :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chciałam mieć takie moje miejsce, gdzie można posiedzieć z kubkiem kawy i pomyśleć. Pozdrawiam Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie jest taras...Kiedy go zadaszymy, to nie mam pojęcia, ale najważniejsze, że jest :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz ;-)
Pozdrawiam Kaśka