piątek, 27 stycznia 2023

Muffinki podwójnie czekoladowe z kremem.


Po grudniowych wypiekach przychodzi styczeń, który jest dla mnie miesiącem czekolady. 
Jeszcze w ogrodzie smutno, na dworze szaro , a popołudnia ciemne. 
Jestem z tych aktywnych co ciągle biegają ale w styczniu odpuszczam. Po 16 to ja najlepiej pod kocykiem, przy kominku. Do tego herbatka malinowa, czekolada , deserki.
Chodzę wcześniej spać ale za to wstaję nad ranem. Zbieram siły na wiosnę , bo ogród już czeka na pierwsze słoneczne dni, a ja już nie mogę się doczekać by pracować w ogrodzie.
W tym roku już byłam w ogrodzie i sporo przygotowałam. Mogę powiedzieć ,że jstem przygotowana na wiosnę.
Piekę sporo , choć dużo mniej jak kiedyś. Może przez to,że żyjemy zdrowiej i zamiast ciasta wybieramy owoce? Ale oczywiście zawsze mom coś słodkiego, a jak nie to mam jakieś zapasy z których szybko coś wyczaruję.
Wczoraj miałam fajny dzień w kuchni. Mogłam piec i gotować, a potem zejść do naszego studia i zrobić kilka fotek.
Moje ulubione przepisy muszę częściej pokazywać na blogu, bo jest on moją książką kucharską. Zamiast szukać w stercie książek , przepisów i notesów....mam wszystko na blogu.



Lubię babeczki ale zdecydowanie te , które mają czapeczkę z kremu. Czekoladowy krem uwielbiam . I bez znaczenia czy jest taki tradycyjny maślany czy lżejszy ( ha ha ) z mascarpone lub śmietanką. 
Gdy babcia robiła krem, to przekładała go do uroczej szprycy. To była moja ulubiona zabawka w babcinej kuchni. Dziś mam ją w swojej kuchni i bardzo lubię. Choć szczerze powiem rękaw cukierniczy i tylka są dużo bardziej praktyczne. 
A nożyk na zdjęciu też ma historię. To nożyk mojego dzizdzia , który był zawsze w kuchni . Dziadziu kroił nim jabłka na cienkie plasterki i dawał mi do jedzenia. Oczywiście było...ja nie chcę jabłka....A dziadziu, nie musisz jeść , tylko spróbuj ...i tak próbowałam po kawałeczku do samego końca. Jabłka obrane ze skórki , podawane przez długość stołu na szpicu nożyka. A obierki szły na blachę starego pieca. Ach ten zapach pieczonego jabłka w kuchni. A potem biedna babcia musiała zeskrobywać przypalone resztki jabłek z płyty i złościła się na dzidzia...Wiesiu ty zawsze mi narzucasz tych obierków na blachę i się przypalają. 
Muffinki nie są przepisem od mojej babci. Nie znałam ich z dzieciństwa. Była babka piaskowa, drożdżowa , cytrynowa ...ale nie muffinki. 
Dziś piekę je od czasu do czasu. Ale wczoraj chciałam coś czekoladowego, mocno czekoladowego.
I te są powiedzmy mocne ;-) i przepyszne.






SKŁADNIKI;
3/4 SZKL. MLEKA
1 ŁYŻKA OCTU
3/4 SZKL. OLEJU RZEPAKOWEGO
2 JAJKA
1 ŁYŻECZKA ESENSJI WANILIOWEJ
3/4 SZKL. BRĄZOWEGO CUKRU
3/4 SZKL. CUKRU PUDRU
1/3 SZKL GORĄCEJ WODY
1 ŁYŻECZKA KAWY ROZPUSZCZALNEJ

1 i  1/2 SZKL. MĄKI
1 ŁYŻECZKA PROSZKU DO PIECZENIA
3/4 SZKL. KAKAO (prawdziwe, gorzkie)
SZCZYPTA SOLI
1 i 1/2 SZKLANKI POSIEKANJ CZEKOLADY LUB KROPELEK CZEKOLADOWYCH

1. Do dużej miski wlewamy mleko i ocet i odstawiamy na chwilę aż mleko zgęstnieje. Zamiast octu można dodać kilka kropel soku z cytryny.

2. W gorącej wodzie rozpuszczamy kawę.

3. Gdy mleko się zetnie dodajemy olej, jajka, esensję, cukier i cukier puder oraz rozpuszczoną kawę. Mieszamy trzepaczką , nie mikserem. 

4. W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek, kakao i sól, a następnie wsypujemy do płynnych składników. 

5. Na sam koniec dodajemy czekoladę (możemy zostawić trochę i posypać nią babeczki przed pieczeniem - wyglądają ładniej gdy nie chcemy ich dekorować kremem)
Mieszamy do połączenia się składników.

6. Pieczemy 25 minut w 185 stopni C. 


Robię różne wersje babeczek. Z posiekaną czekoladą, kropelkami  z gorzkiej czekolady. Kupiłam kiedyś też karmelowe kropelki i też są super.
A jak chcecie na bogato to polecam z kremem.





KREM CZEKOLADOWY
50 ML ŚMIETANKI 30%
100 G GORZKIEJ CZEKOLADY
MAŁY SEREK MASCARPONE

PRZYGOTOWANIE:

Śmietankę podgrzewany ( nie gotować) , zdejmujemy z palnika, dodajemy pokruszoną czekoladę i odstawiamy do rozpuszczenia. Trzepaczką lekko ubijamy do napowietrzenia masy. 
Gdy masa jest już w temperaturze pokojowej miksujemy razem z serkiem . Przekładamy do rękawa cukierniczego i dekorujemy babeczki.
Możemy lekko zamrozić nasze babeczki razem z kremem  i zanurzyć w czekoladzie. Wyjdą nam na wzór tych amerykańskich;-)



Myślę, że taka babeczka z dużą ilością gorzkiej czekolady uzupełni nasz zapas magnezu na cały dzień;-) 
Bardzo polecam.
Ściskam Was i życzę smacznego.
Kasia




 

piątek, 23 grudnia 2022

ŚWIĘTA W STYLU COUNTRY


Jako dziecko czekałam na święta już od początku roku szkolnego. Myślałam o choince, jej zapachu i bombkach, o włosach anielskich i wacie na gałązkach. Czekałam na prezenty i bardzo długo wierzyłam w świętego Mikołaja. Uwielbiałam świąteczne przygotowania, te chwile w kuchni z babcią i mamą . Babcia piekła nocami ciasta , a rano wstawała i pracowała dalej. Kiedyś było to dla mnie magiczne. Wieczorem nie było ciast , a rano dziadziu Wiesiu prowadził mnie do pokoju zwanego stołowym i tam na stole stały ciasta. Piękne makowce do polania czekoladą, nasz ulubiony przekładaniec kawowy zwany mazurkiem, sernik gotowany, sernik krakowski, piernik i chałka. 
Babcia miała je jeszcze polać czekoladą ale my z dzidziem musieliśmy je przetestować.Dziadziu odcinał cienkie paski z boku i śmiał się ,że to krawężniki. 
Ach ten smak. Potem babcia robiła polewę. Gdy polewała wypieki mogłam palcem zbierać to co cieknie na deskę. Uwielbiałm to i do dziś czuję ten smak.
Ale  dziś wiem ile pracy, wysiłku i nocnych nadgodzin to kosztowało.A dla mnie to była właśnie magia świąt.
Mój młodszy syn cieszy się tak samo. Starszy już dorosły ineczej do tego podchodzi. Ale od zawsze dla moich dzieci robiłam świąteczne kombinacje. 
Zaczynając od śladów butów Mikołaja na podłodze . Buty wkładałam do mąki i odbijałam ślady. Były worki gubione przez Mikołaja. Ho ho ho , stukanie w okno i uciekanie w krzaki. 
Ale rok temu Bartek bardzo czekał ,aż kot coś mu powie ludzkim głosem o 12 w nocy w Wigilię.
Zawsze zasypiała, ale rok temu czekał, a ja tak bardzo chaiałm ,żeby dalej wierzył w ludzki głos zwierząt. Krótko przed 12 położyłm się z nim i zasnął. Uff ulga. Rano zapłakany Bartek nie mógł się uspokoić , bo tak bardzo chciał usłyszeć głos kotki. Szkoda mi się gościa zrobiło , więc z pomocą przyszedł internet i aplikacja naśladująca głosy zwierząt . Zrobiłam zdjęcie kota, dodałam głos i już jak żywa Mizia przemówiła do Bartka. Płakał z radości. 
Dziś czeka znów i nie odpuści , a ja kombinuję co zrobić? No i mam za swoje.Macie jakieś pomysły?


Nasza choinka ubrana na bogato 98% bombek zawisło na choince zgodzie z życzeniem Bartka.
Dziś już leżą tam prezenty i młody czeka na nie. Każdy dostaje jeden i bez szaleństwa. Bartek cieszy się ze wszystkiego. Ale największym jego życzeniem był pokój i zdrowie. 


W domu pełno lampek i świeczek. Lubimy te urocze światełka . 


A kotek krąży na dwór i do domu i tak w kółko. I te brudne łapki;-( na kanapie.
Dziś położyłam czyste, białe prześcieradło. Wracam za chwilę do sypialni i patrzę , a tam szlaczek kocich łapek.


Kubeczkowa miłość to jeden z moich nałogów. Uwielbiam kubeczki, zmieniam sobie codziennie do kawy. A te śliczne mam do grzanego wina. Uwielbiam zielony kolor. w tym roku zieleń jest mi wyjątkowo bliska. Ale czerwień jak zwykle numer jeden.


W kuchni ostre przygotowania. Królowa sałatek świątecznych już gotowa. Cała duża micha jarzynowej już gotowa.





Pomocnik pomaga w kuchni. Ma dużo pracy do wykonania.


Ciasto na chleb już rośnie, a w kuchni lukrujemy domek. Bartek jest tu projektantem.




Tyle samo radości co bałaganu na stole.









Domek piernikowy też wyszedł na bogato. Ale jest jedyny na całym świecie:-)))0











 Kotka też musi wszystko obwąchać.














Lubię takie proste, tradycyjne dekoracje. To znaczy te naturalne lubię najbardziej. Podoba mi się tak wiele pomysłów na dekoracje, ale zawsze kończy się u mnie na klasycznym, sielskim, country.


Cytrynki z cukrem i goźdżdzikami to mój ukochany dodatek do herbatki. Zawsze lubiałam cytryny. Babcia czasem robiła takie cytrynki, ale wiecie jak to kiedyś było, że cytryny były towarem luksusowym. 
U nas był kwasek. Mój dziadziu Andrzej miał taki litrowy słoik z kwaskiem cytrynowym, Zawsze trzymał go w kredensie razem z cukrem  i nalewkami. Do dziś pamiętam zapach tego kredensu i smak tego kwasku, który wyjadałam palcem. 
A na tym kredensie był piękny zegar i taka szklana ryba. To były rzeczy NIEDOTYKALNE. Bo ryba ze szkła to wiadomo. Kusiła mnie zawsze. Potem starciła ogon i myślę,że to nie moja wina. 
A stary zegar był piękny. Zawsze korciło mnie by cofnąć czas.






W kuchni na stole położyłam nowy wianek i 4 czerwone świeczki. 




Dziadek do orzechów w tym roku sobie nie pogryzie. Orzechy trafiły na wianki, a resztę zjadły wiewiórki. A ja nie kupiłam , a jutro do sklepu już nie pójdę .















Zrobiłam czerwone jabłuszka w karmelu.





Rano upiekłam chałkę do ryby. A karp już czeka w galarecie.














 Walczę z ciastem na chleb. Ciągle się uczę i jestem coraz lepsza. Ale są i porażki.
Ale chleb z orzechami jest super.



Takie razowce to ja lubię.





A chleby z koszyczka są przepyszne. Ale do perfekcji jeszcze długa droga. Ale warto bo zapach i smak domowego chleba bezcenny.



Nie ma to jak kocie życie, święta za pasem , a ta śpi i wszystko ma w nosie. 
Pięknego wieczoru kochani.
Uciekam do kuchni.
Kasia



 

Muffinki podwójnie czekoladowe z kremem.

Po grudniowych wypiekach przychodzi styczeń, który jest dla mnie miesiącem czekolady.  Jeszcze w ogrodzie smutno, na dworze szaro , a popołu...