Hej kochani. Jak tam świąteczne przygotowania? Ja jestem już w domu i przez te dwa dni przerobiłam naszą kuchnię na wiosenną. Schowałam wszystkie ciemne dodatki. W kuchni nastała jasność. Bardzo mi się podoba ale to jeszcze nie koniec. Zrobię kuchenną sesję i zobaczycie na blogu , ale najpierw kilka wiosennych fotek. Trochę słodkich migawek z mojego domu.
Wiosna będzie błękitna. To mój ulubiony kolor. Znajomi mówią ,że u nas zawsze niebiesko. Coś w tym jest. Zmieniłam kuchenne dodatki, poduszki i roletę. Jest naprawdę świeżo i jasno, co w mojej rustykalnej kuchni jest trochę trudne do osiągnięcia. Mam stare , skrzynkowe okno ( które uwielbiam i chyba je przemaluję w wolnej chwili) od północnej strony. Ale jasne tkaniny, białe dodatki bardzo rozświetliły kuchnię. Zobaczycie już wkrótce moje błękitne królestwo.
A zdjęcia z jajkiem są tak słodkie,że nie mogłam się powstrzymać i wrzuciłam ich bardzo dużo.
A poniżej czekoladki. To ,że są pyszne to nic takiego ale opakowanie. Cudne . Mini wytłoczki na jajeczka. Cudo.
To istne szaleństwo pokazywać tyle zdjęć czekoladowych jajeczek ale wybaczcie , nie mogłam się powstrzymać. Tak mam.
I nagle....
A gdy ta mała Bartkowa łapka ukradła jajeczka...
Gdy jajeczka zniknęły w małej mordce ;-) to zostało opakowanie i radość dla mnie. Szybko ułożyłam przepiórcze jajeczka ...
Ale się cieszę na Wielkanoc. Już nie mogę się doczekać.
A powolutku zaczynam już działać w ogrodzie. Dziś jest wielki dzień. Zaczynamy budowę naszego domku ogrodowego ze stolikiem do przesadzania. O 9:00 zaczynamy pracę. Materiał czeka. Arek jeszcze leży w łóżku i myśli co i jak. Patryk śpi i zbiera siłę do pracy. A Bartek na szczęście śpi bo mogę napisać tego bloga;-)
Więc zaczynamy. Wczoraj ruszyły prace przygotowawcze . Wcześniej rodzice przywieźli materiał w postaci 210 i 260 starych cegieł. Wczoraj przyjechało stare okno , które wcześniej kupiłam w internecie, właśnie wczoraj odebrał je mój tato od szklarza. Trochę to trwało z tymi szybami bo chciałam kit , a nie silikon i musieli zamawiać. Więc okno czeka. Arek odebrał belki i dechy od znajomego stolarza. Też czekają na podwórku. Ja kupiłam zawiasy i stylowe zamknięcie.
Przenieśliśmy stary, metalowy domek. Trzeba było powiększyć teren budowy kosztem kawałka grządki , ale wcale mi jej nie jest szkoda. Więc nic nie obiecuję , ale postaram się na bieżąco pokazywać efekty naszej pracy. Zapraszam do odwiedzin i dopingowania do działania. No i życzcie nam dobrej pogody;-)
Kochani dopijam kawę, ubieram robocze ciuszki i startujemy . Miłego dnia. Buziaczki Kaśka



































































