sobota, 20 listopada 2010

Walizeczka z wikliny i masa solna na świątecznie.

Dziś zupełnie przez przypadek wpadła mi w ręce ta malutka walizeczka z wikliny. Lubię takie rzeczy więc ją sobie przerobiłam po mojemu.



Teraz pomieści moje retro klamerki.
Myślę, że jednak pomaluję ją na biało ale dziś już nie dam rady. Jutro tak czy siak będę malowała białą farbą gwiazdki z masy solnej. 
Poniżej moja zawieszka na drzwi. Serduszka i małe dzwoneczki. Są w pięknym czerwonym kolorze ale na zdjęciu wyglądają buro. Nie wiem dlaczego? Ale lepsze zdjęcie zrobię już z gotową dekoracją na drzwiach. 

A tutaj masowa produkcja z masy solnej.Wszystko już czeka na świąteczne dekorowanie domu.







piątek, 19 listopada 2010

Tablica na kartki świąteczne.

Uwielbiam pisać kartki świąteczne. Każda jest inna, ozdobiona ręcznie.Manufaktura pisania kartek rozpoczyna się już końcem listopada. Wtedy moje biurko pokrywa sterta kartek, karteczek, kopert, wstążeczek i wszystkiego co może ozdobić świąteczne pocztówki.
Bardzo lubię ten okres świątecznego pisania. Do każdej karteczki dokładam mały prezencik w postaci własnoręcznie zrobionych ciasteczek.
Gdy wszystko zostanie rozesłane z niecierpliwością czekam na kartki od przyjaciół
 i rodziny. To taki miły ale powoli zanikający element świąt. Gdy nazbieram już ich sporo , wtedy pojawia się problem z ich ekspozycją. Wcześniej ustawiałam je na regale z książkami ale w nowym domu nie mam regału:(.
Nie mam , bo po prostu nie ma tu miejsca na niego. Wszędzie stoją szafy, komody, sofy ...
Postanowiłam zrobić sobie tablicę na karteczki. Pomysł ten podpatrzyłam na innych blogach
Ale moja tablica jest świątecznie czerwona z tasiemkami w biało-czerwoną kratkę. Narazie nie mam tegorocznych kartek więc wetknęłam tak zdjęcia i listek bluszczu.
Kilka minut pracy ,a ile radości z tego poręcznego drobiazgu.
To tyle kochane, pędzę robić moje dekoracje z masy solnej.
Pozdrawiam cieplutko.

czwartek, 18 listopada 2010

Świąteczne klimaty

 Wczoraj wybrałam się na spacer po Monachium w poszukiwaniu prezentów świątecznych. Chciałam spędzić ten czas miło i spokojnie. Miło to było nawet bardzo ale spokoju nie zaznałam. Całe Monachium opanowała przed świąteczna gorączka zakupów. Aż boję się pomyśleć co czeka nas w grudniu.
Celem spaceru był targ w centrum miasta.

Można tu kupić wszystko od warzyw, owoców, ryb, chleba po drewniane, ręcznie robione szczotki do wszystkiego, retro klamerki- które sobie kupiłam, czy też wszelkiego rodzaju dekoracje.
Zachwycało mnie wszystko. Tu ceni się rękodzieło a nie tanią i kiczowatą chińszczyznę.
 Na każdym straganie królują adwentowe wieńce. Można kupić gotowe wieńce na stół, pięknie udekorowane czterema świecami. Są wieńce do powieszenia nad stołem. Są też gotowe bazy z różnych drzew iglastych. A Ci bardziej kreatywni kupują wiązanki gałązek i słomiane podkłady.


Moją uwagę zawsze przyciągają te piękne zawieszki. Pięknie się prezentują jako dekoracja przy drzwiach lub oknie. Piękne czerwone jabłuszka wyglądają jak prawdziwe.




Urocze koniki na biegunach zrobione są z siana i myślę , że są tegorocznym hitem w dekoracjach świątecznych.




Święta dla mnie muszą być czerwono - zielono-białe. Ale niemcy kochają też niebieskie dodatki. Tu piękna zawieszka z lawendy. Pięknie wygląda i jak cudownie pachnie.





Te ogromne serca z metalu są symbolem wiejskich świąt.


Ostrokrzew pstry jest wdzięczną dekoracją. Koniecznie muszę posadzić go sobie w ogrodzie.

Łuski z szyszek piniowych przerabiane są na różne cudeńka. Dlatego też gdy kupowałam sobie szyszki i pytałam dlaczego są tak krótkie- miła pani przekonywała mnie , że to inny gatunek.

Metalowe dzwoneczki w wersji świątecznej. Normalnie noszą je krówki lub państwo młodzi zaczepiają je do powozu weselnego.





Chyba wszystkie zakłady stolarskie na Bawarii są okupowane przez majsterkowiczów, którzy wybierają wszystkie piękne i długie wióry. Są one potem namaczane w farbie i nawijane na mokro na cienkie patyczki. Potem to już jak komu fantazja nakazuje formowane są w takie oto cudeńka.









A tu prawdziwe świąteczne jabłuszka. Wszystkie pięknie wypolerowane . Pani podaje je w śnieżnobiałych rękawiczkach i pakuje do torebki z siankiem.





Miło było oderwać się od trosk i przenieść się w bajkowy świat dekoracji. Najlepsze,że to dopiero początek. W grudniu jest więcej straganów, wszystkie podświetlone, wszędzie pachną pierniki i grzane wino.
Bawarczycy ubierają stroje ludowe, grają na instrumentach, tańczą,śpiewają, pija wino i jedzą dużo pierników. W domach piecze się ciasteczka. Uwielbiam te chwile.Gdy już nacieszę się Bawarią wracam do siebie do Polski i tu urządzam pieczenie ciasteczek i dziećmi. Mój syn choć ma prawie 14 lat nadal piecze ciasteczka. Wtedy gramy kolędy i robimy bałagan w całej kuchni. Jak już wszystko zostaje upieczone
 i częściowo zjedzone , dzieci znikają, a ja zostaję w kuchni i sprzątam , i sprzątam i.......i jem i i ....

Z domu pod brzozą...do domu pod dębem...Bardo Piotry

  To był taki ciepły początek września 2024. Razem z moją koleżanką ,  Kingą z Greenmorning robiłyśmy sesję słonecznikową do Werandy Country...